Autor: admin

  • Gdzie są miliony na remonty kamienic?

    Szesnaście milionów złotych, za które miały być wyremontowane domy komunalne na Woli, zniknęło z budżetu dzielnicy na przyszły rok.

    Do rąk dzielnicowych radnych trafił właśnie projekt budżetu na 2010 rok.

    – Okazało się, że pieniądze, które dzielnica zarobi na podwyżkach czynszów, wcale nie pójdą na remonty, chociaż wcześniej miasto obiecywało przeznaczyć na to każdą złotówkę z wyższych opłat – mówi Mateusz Tomala, wolski radny PiS. W projekcie budżetu przychody ZGN z czynszów to 29 mln zł, a na remonty ma pójść 13 mln zł. – Różnica rozpłynęła się w powietrzu – grzmi radny Tomala. Dodaje, że wiele wolskich Kamienic jest w złym stanie, a część grozi nawet zawaleniem.

    O te pieniądze wybuchła awantura najpierw na komisji polityki gospodarki komunalnej, a potem na sesji rady.

    – Zarząd nie potrafił wytłumaczyć nam, co się stało z pieniędzmi, za to burmistrz Marek Andruk opowiadał o kryzysie i dziurze budżetowej – dodaje radny Tomala.

    Anna Fiszer-Nowacka z wolskiego ratusza broni się, że w tym roku dzielnica na remonty wydała dodatkowo 11 mln złotych. – Na przyszły rok mamy aż o 12 proc. mniej pieniędzy na wydatki. Nie mogliśmy zabrać pieniędzy na edukację czy pomoc społeczną – dodaje.

    Wiceprezydent Andrzej Jakubiak, któremu podlegają domy komunalne i który rok temu publicznie zapewniał, że pieniądze z wyższych czynszów pójdą na remonty, wczoraj to podtrzymał.

    Dlaczego na Woli jest inaczej? – Trudno powiedzieć. To zarząd i rada dzielnicy dzielą pieniądze – tłumaczył w rozmowie z „ŻW“ prezydent.

    Życie Warszawy

  • Oświadczenie KOL w sprawie wypowiedzi p. Katarzyny Łęgiewicz

    Oświadczenie Komitetu Obrony Lokatorów w sprawie wypowiedzi wicedyrektor biura polityki lokalowej Stołecznego Ratusza, Katarzyny Łęgiewicz, o protestach lokatorskich.

    Pani Łęgiewicz w wypowiedzi dla prasy z okazji demonstracji lokatorów, która odbyła się 2 października b.r. w Warszawie, powiedziała: „te protesty to próba zaspokojenia indywidualnych ambicji zdobycia przez kilka osób rozgłosu kosztem mieszkańców, którzy mogliby przyjść do miasta po pomoc, a nie robią tego, bo są dezinformowani.”

    Wypowiedź pani dyrektor jest na tyle skandaliczna, że wymaga komentarza. Komitet Obrony Lokatorów, jako jedna z organizacji lokatorskich, o których zapewne myślała pani Łęgiewicz, postanowił odpowiedzieć na jej zarzuty.

    Komitet Obrony Lokatorów powstał w kwietniu 2009 r. z inicjatywy lokatorów, którzy sprzeciwiali się podwyżkom czynszów. Aktywiści Komitetu zawsze byli i są zainteresowani również bardziej ogólnymi problemami mieszkalnictwa. Decyzja o podwyższeniu czynszów jedynie dała lokatorom motywację, by stworzyć własną organizację, która – na co wskazuje jej nazwa – działa w obronie lokatorów.

    Od kilku miesięcy Komitet Obrony Lokatorów prowadzi dyżury i spotkania z mieszkańcami stolicy i cały czas poznaje nowe problemy związane z mieszkalnictwem. Przychodzą do nas zarówno mieszkańcy domów komunalnych, jak i prywatnych. Sytuacja wielu ludzi jest po prostu tragiczna: mieszkają w mieszkaniach nie spełniających jakichkolwiek standardów, nie mają pewności dalszej możliwości przebywania w swoich lokalach i często nie stać ich na wynajęcie lokali. Rzeczywiste istnienie problemu powinno być dla wszystkich jasne. Jedynie ci, którzy nie mają kontaktu z osobami niezamożnymi mogą tego problemu nie dostrzegać.

    Dnia 2 października, kilkanaście osób z Komitetu Obrony Lokatorów wzięło udział w demonstracji z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatorów. Celem demonstracji było zwrócenie uwagi na problemy mieszkaniowe oraz zachęcenie ludzi do zrzeszania się w organizacje, które będą walczyć przeciw naruszaniu praw lokatorskich, oraz za wprowadzeniem lepszej polityki mieszkaniowej w naszym mieście.

    Komentując demonstrację, pani wicedyrektor biura polityki lokalowej dała do rozumienia, że miasto jest przyjazne i pełne chęci niesienia pomocy ludziom, ale rzekomo organizacje lokatorskie namawiają ludzi, by nie uzyskiwali należnej im pomocy. Takie twierdzenie pani Łęgiewicz jest kompletne niezgodne z prawdą i może świadczyć tylko o tym, że pani dyrektor nie ma pojęcia o sposobie funkcjonowania biur zasobów lokalowych miasta, lub że świadomie próbuje dyskredytować organizacje lokatorskie.

    Komitet Obrony Lokatorów – zarówno na swoich dyżurach, jak i na stronach internetowych udostępnia informacje o tym, gdzie lokatorzy mogą zgłosić się o pomoc do władz miasta. Jest tylko jeden problem: wiele osób, które do nas trafiają, od lat boryka się z zupełnym brakiem realnej pomocy ze strony pracowników administracji i Miasta. Oto konkretny przykład z zeszłego tygodnia: mieszkańcy kamienicy przy ul. Strzeleckiej 8 od jakiegoś czasu próbują dowiedzieć się, na jakiej podstawie została zreprywatyzowana kamienica w której mieszkają i dlaczego kilkakrotnie zmieniali się właściciele kamienicy. Te pytania wydają się dość proste, jednak dla większości mieszkańców uzyskanie odpowiedzi od miasta w takich sytuacjach jest często po prostu niemożliwe.

    Biuro Geodezji i Katastru Urzędu Miasta zasłoniło się Ustawą o ochronie danych osobowych i odmówiło podania informacji. (Tym samym została naruszona ta właśnie ustawa, która daje lokatorom prawo do informacji, kto posiada ich dane osobowe.) Miasto nie poinformowało lokatorów, w jaki sposób mogliby uzyskać poszukiwane przez nich informacje. Gdy zwrócili się do Prezydent Warszawy z prośbą o przekazanie kopii decyzji ustanawiającej prawo do użytkowania wieczystego gruntu nieruchomości na podstawie Ustawy o dostępie do informacji publicznych, otrzymali od Gabinetu Prezydent informację, że urząd nie jest w stanie odnaleźć żądanych dokumentów.

    Sama pani Łęgiewicz, w rozmowie przeprowadzonej w Radiu dla Ciebie w dniu 5 sierpnia b.r. zobowiązała się do wyjaśnienia kwestii nieprawidłowości w remoncie kamienicy przy ul. Okrzei 28, stwierdzonych przez jednego z mieszkańców kamienicy. Do dnia dzisiejszego nie doczekaliśmy się jakiejkolwiek odpowiedzi w tej sprawie od pani dyrektor.

    Bardzo wiele osób, które się do nas zwracają, to osoby, które nie uzyskały pomocy od władz miasta, które nie dają sobie rady z lokalną administracją i które proszą nas o pomoc w swoich sprawach. Mają bowiem nadzieje, że gdy zwrócą się do organizacji pozarządowych, ktoś pomoże im w trudnych i przykrych kontaktach z miejską biurokracją.

    Taka jest przykra rzeczywistość, że system nie zawsze jest przyjazny dla lokatorów. Ale tego pani Łęgiewicz nie potrafi przyznać. Według niej, demonstracje i protesty odbywają się bez powodu, bo wszystko jest pod doskonałą opieką kompetentnych specjalistów, a problemy, które istnieją, nie mają nic wspólnego z polityką miasta.

    Jednak dopóki polityka miasta będzie taka jak dotychczas, wielu zwykłych ludzi będzie miało do czynienia z bezprawiem w swoich domach i z problemami z dochodzeniem swoich racji przed urzędami. Dopóki to się nie zmieni, nasza praca będzie potrzebna, podobnie jak i nasze demonstracje. Należy się spodziewać, że ruch protestu będzie dalej rosnąć na skalę całego kraju. Polityka władz musi się zmienić.

    Komitet Obrony Lokatorów

  • ABW sprawdzi legalność przejmowania kamienic

    PRZEMYŚL, WARSZAWA. „Cudem” znajdują się właściciele kamienic, które przez lata były bezpańskie.

    ABW w Rzeszowie, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Przemyślu, prowadzi śledztwo w sprawie „procederu nielegalnego przejmowania kamienic”. Dworskiego 40 i 40 a, to zdaniem mieszkańców tych kamienic, obiekty przejęte niezgodnie z prawem. Prokuratura umorzyła jednak postępowanie w tej sprawie. W tej sprawie interweniował w MSWiA oraz w Ministerstwie Sprawiedliwości poseł Marek Kuchciński (PiS) i taką otrzymał odpowiedź.

    Okazuje się też, że Komenda Miejska Policji w Przemyślu prowadziła 5 postępowań przygotowawczych, a „w dwóch przypadkach prowadzone były czynności sprawdzające”. Chodzi o sprawy pożydowskich kamienic. Od początku lat 90. zaczęli pojawiać się właściciele tych budynków, ich spadkobiercy lub pełnomocnicy, którzy domagali się oddania im kamienic. Zaniepokojeni lokatorzy interweniowali m. in. u posła Kuchcińskiego. – Poddawali w wątpliwość przedstawiane im tytuły prawne, które miały dawać osobom legitymującym się nimi, podstawę do określenia się jako właściciel lub zarządca danej kamienicy – twierdzi poseł. Później, nowi właściciele lub zarządcy korzystali z prawa sprzedaży kamienicy lub też zwiększali stawki czynszu. Część lokatorów skarżyła się, że są poddawani „działaniom represyjnym”.

    Proceder przejmowania kamienic swoim zasięgiem obejmuje nie tylko Przemyśl. Z informacji, jakie z MSWiA uzyskał poseł Marek Kuchciński, wynika, że podobne problemy są w wielu miastach w Polsce. Postępowania w takich sprawach prowadziły bowiem komendy policji w Krakowie, Wadowicach, Nowym Sączu, Łodzi, Kielcach, Warszawie, Pułtusku, Tarnowie.

    PO pyta w jaki sposób przekazywano kamienice w mieście

    Radni Przemyśla z PO, także mieli wątpliwości czy w latach 90. pożydowskie kamienice zgodnie z prawem zdobywały nowych zarządców i właścicieli. Niedawno na sesji zapytali o to prezydenta Roberta Chomę. Domagali się też udostępnienia im dokumentów dotyczących kamienic i ich przejmowania przez konkretne, powtarzające się osoby. – Prosimy o wskazanie, które z nieruchomości w latach 1990 – 99 zostały przejęte w drodze przemilczenia, a które w drodze zasiedzenia – piszą radni PO do R. Chomy.

    Wskazują, że tych pierwszych może być 45, drugich 35. Interesują się również postępowaniami o wymeldowanie lokatorów z pożydowskich kamienic, przez nowych właścicieli i zarządców. Tych w obronę wzięło Stowarzyszenie Lokatorzy w Obronie Prawa w Krakowie, które od lutego zaczęło działać też na terenie Przemyśla. Sprawami kamienic w kwietniu tego roku zainteresowało się również Centralne Biuro Antykorupcyjne.

    Dorota Szturm-Szajan – Super Nowości

    http://www.pressmedia.com.pl/sn/index.php?option=com_content&task=view&id=11135&Itemid=40

  • Demonstracja: MIędzynarodowy Dzień Lokatora

    Demonstracja przeciwko rosnącym kosztom mieszkań: Warszawa, 2 października (piątek) rondo De Gaulle’a, start godz. 17:00.

  • Szczecin: Bomba socjalna

    W Szczecinie coraz bardziej popularne staje się kupowanie mieszkań razem z lokatorami. Interes jest opłacalny i bezpieczny, bo zyski gwarantuje gmina. Takich transakcji nie jest jeszcze wiele, ale mogą wywołać lawinę, która poważnie naruszy miejską kasę.

    Mechanizm jest prosty. Na komorniczej aukcji kupuje się licytowane za długi mieszkanie z lokatorami. Taki lokal kosztuje znacznie mniej niż podobny, ale pusty. Później doprowadza się czynsz do wysokości rynkowej. Jeśli lokatorzy płacą, dobrze. Jeśli nie płacą – też dobrze. Po trzech miesiącach dostają wypowiedzenie i od tej pory mają już obowiązek płacić odszkodowanie, co najmniej w wysokości czynszu, który właściciel lokalu mógłby dostawać, gdyby go nie zajmowali. Teraz trzeba jak najszybciej uzyskać wyrok eksmisji z prawem do lokalu socjalnego. Udostępnić takie mieszkanie musi gmina. Póki tego nie zrobi, to ona będzie płacić wspomniane odszkodowanie. A w Szczecinie lokali socjalnych brak nawet dla eksmitowanych z mieszkań komunalnych.

    – Ten problem będzie narastał – mówi Józef Karbowniczyn, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Dąb” i Regionalnego Stowarzyszenia Zarządców Nieruchomości. – U nas na przykład pojawiło się nagle o ponad 30 proc. więcej właścicieli i posiadaczy własnościowego prawa do lokalu. Bo przekształcenie było prawie darmowe i ludzie występowali o nie masowo. A własność to nie tylko prawa, również obowiązki.

    Lokator, póki płaci czynsz i nie zatruwa życia sąsiadom, o swe mieszkanie może być spokojny. Za inne długi można mu zabrać część pensji, telewizor czy samochód. Lokatorskiego mieszkania nie. Prawo własności lub własnościowe już podlega egzekucji.

    – W tym drugim przypadku do niedawna była to trochę wirtualna możliwość – mówi Józef Karbowniczyn. – Ale cztery lata temu zostało potwierdzone, że egzekucja z własnościowego prawa do lokalu następuje tak samo jak egzekucja z nieruchomości. Te przepisy zaczynają żyć. W naszej spółdzielni od 2005 r. zlicytowanych za długi zostało 18 mieszkań. Z tego 7 z inicjatywy spółdzielni, reszta na wniosek innych wierzycieli. I będzie tego więcej. W szczecińskich spółdzielniach było około 15 tysięcy mieszkań lokatorskich, zostało kilka procent. Miasto też ma system prywatyzacji lokali. I on w niektórych przypadkach da podobne efekty.

    Odszkodowania dla właścicieli kilku czy kilkudziesięciu mieszkań z niepłacącymi lokatorami nie zrujnują budżetu Szczecina. Ale jeśli tych lokali będzie tysiąc, w grę wejdą kwoty rzędu kilkunastu milionów złotych rocznie.

    Jarosław SPIRYDOWICZ
    Kurier

  • Sąd wstrzymuje rozpatrywanie pozwów komunalnych

    Białostocki sąd rejonowy wstrzymał rozpatrywanie pozwów mieszkańców zajmujących lokale komunalne. Chce poczekać na rozstrzygnięcie sądu okręgowego.

    Tam sprawy zamierzają skierować ci, którzy przegrali przed niższą instancją – pierwsi przed dwoma tygodniami.

    Wówczas sędziowie z rejonu uznali, że lokatorzy nie mają racji, domagając się od gminy odszkodowań za lipcowe podwyżki czynszów (wzrosły wówczas nawet o 160 proc., ale ZMK jednocześnie przygotował system obniżek sięgający 55 proc.). Pozwy złożyło w sumie ok. 70 osób.

    Gazeta Wyborcza Białystok

  • Czynsze pójdą w górę

    Rosną czynsze za mieszkania stojące na gruntach oddanych w użytkowanie wieczyste. Część gmin aktualizuje opłaty z tego tytułu, co oznacza ich skok nawet o 1500 procent.

    Prezes warszawskiej spółdzielni mieszkaniowej Ruda przeżył szok, kiedy otworzył pismo od władz dzielnicy Bielany. Okazało się, że od nowego roku spółdzielnia musi zapłacić ponad 2,7 mln zł z tytułu opłaty za użytkowanie wieczyste. Tymczasem obecnie kwota ta wynosi 567 tys. zł.

    – To nokaut – mówi prezes Dariusz Śmierzynski. – Teraz mogę albo postawić spółdzielnię w stan upadłości, albo podnieść lokatorom miesięczne opłaty za mieszkanie o 150 zł, czego zrobić nie mogę, bo członkowie Rudy to głównie emeryci. Nie pozwolimy, by władze dzielnicy kosztem Rudy łatały dziury w budżecie, bo o to tak naprawdę chodzi.

    Dlatego prezes Śmierzyński planuje zakwestionować podwyżkę w samorządowym kolegium odwoławczym.

    W podobnej sytuacji wcześniej znaleźli się właściciele ze wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Sulkiewicza koło warszawskich Łazienek. Im opłatę podniesiono o 1500 proc.! Wszyscy się odwołali, sprawy do tej pory nie są jeszcze rozstrzygnięte.

    Problem dużych miast

    – To nie są pojedyncze przypadki, wynikające ze specyfiki stolicy, lecz problem ogólnopolski, głównie dużych metropolii – ocenia Mirosław Gdesz, prawnik specjalizujący się w tej tematyce. – To tam głównie lokatorzy i właściciele są zaskakiwani takimi horrendalnymi podwyżkami.

    Opłatę za użytkowanie wieczyste wnosi się raz w roku. Wynosi ona 1 proc. wartości nieruchomości przeznaczonych na cele mieszkaniowe oraz 3 proc. w wypadku tych o charakterze usługowym.

    Właścicielami gruntów oddanych w użytkowanie wieczyste jest Skarb Państwa (reprezentowany najczęściej przez starostów) bądź gminy. Ten pierwszy niezwykle rzadko aktualizuje opłaty, te drugie robią to częściej, ale i tak od jednej do drugiej aktualizacji mija zwykle od pięciu do dziesięciu lat, bo to sporo kosztuje. Stąd biorą się tak drastyczne skoki.

    – Miasta rzadko robią aktualizację dla wszystkich nieruchomości, najczęściej tylko dla wybranych, które mogą przynieść największe zyski, co rodzi wśród mieszkańców poczucie krzywdy – mówi Wojciech Nurek, rzeczoznawca majątkowy z kancelarii RealExpert Ska. Dlaczego bowiem Kowalski musi płacić 500 proc. więcej niż Wiśniewski, który mieszka obok?

    Olsztyn należy do tych nielicznych miast, które wyceniły nieruchomości jednocześnie w całym mieście. Nowe stawki opłat weszły w życie od 1 stycznia 2008 r. w stosunku do 16 tys. użytkowników, wzrosły o prawie 300 proc. – Mieliśmy około 3 – 4 tys. odwołań, większość dotyczyła gruntów pod garażami, za które opłat nie aktualizowano przez dziesięć lat – wyjaśniła Blanka Krukowska z Urzędu Miasta w Olsztynie. Wiele spraw zakończyło się polubownie, miasto zgodziło się obniżyć opłaty od 5 do 20 proc.

    W Gdańsku i w Krakowie, a także w Warszawie jest inaczej. – Co roku aktualizujemy wartość kolejnych nieruchomości – wyjaśnił Tomasz Lachowicz z Urzędu Miasta w Gdańsku. W tym roku rzeczoznawcy sporządzili operaty w Gdańsku dla 12 tys. W rezultacie ich wartość wrosła z 300 do 400 zł za mkw.

    W opinii Wojciecha Nurka trzeba zmienić przepisy. Taką potrzebę widzi też Ministerstwo Infrastruktury, któremu skarżą się zarówno miasta, jaki i użytkownicy wieczyści.

    Będą zmiany

    – Analizujemy to zagadnienie i czekamy na opracowanie wskaźników przez GUS. Na ich podstawie dochodziłoby do przeszacowania nieruchomości na potrzeby użytkowania wieczystego – mówi Olgierd Dziekoński, wiceminister infrastruktury.

    Renata Krupa-Dąbrowska
    Rzeczpospolita

  • Blokada eksmisji na ul. Oboźnej 7

    Dziś, na ul. Oboźnej 7 doszło do blokady eksmisji chorego lokatora do pomieszczeń piwnicznych. Sprawa poprzedniej eksmisji, do której doszło w tym samym budynku w lipcu, była szeroko komentowana w mediach, z powodu śmierci lokatora, który został eksmitowany do kotłowni, a następnie na korytarz w piwnicy.

    [field name=iframe]

    Blokada potoczyła się nieco inaczej niż oczekiwali protestujący, gdyż lokator nie wytrzymał presji i z własnej woli wpuścił komornika. Jednak ten nie przeprowadził eksmisji (została ona odroczona o 6 miesięcy) ze względu na art. 35 Ustawy o ochronie praw lokatorów, który nakazuje zawiesić postępowanie egzekucyjne, jeśli eksmitowanej osobie przysługuje lokal socjalny, a sprawa o przydział lokalu nadal jest w toku.

    Wydaje się jednak, że sama obecność ponad 30 osób i wielu mediów na blokadzie wpłynęła znacząco na postawę komornika, który wolał uniknąć konfrontacji w świetle reflektorów.

    W blokadzie uczestniczyły następujące stowarzyszenia lokatorskie: Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, Komitet Obrony Lokatorów i Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej. Licznie stawili się również sąsiedzi eksmitowanego, w pełni się z nim solidaryzując.

  • Tragiczna sytuacja sześciu rodzin z Zakopanego

    Trudna sytuacja lokatorów domu z ul. Sienkiewicza. Właścicielka teraz wyłączyła ogrzewanie.

    Stary dom przy ul. Sienkiewicza sypie się, a lokatorzy ze strachem czekają na zimę .

    Sytuacja sześciu rodzin zamieszkujących stary dom przy ul. Sienkiewicza w Zakopanem jest tragiczna. Aż do lutego nie mieli ogrzewania, bo właścicielka je wyłączyła. Kilka dni temu na jej polecenie piece centralnego ogrzewania zostały… zdemontowane. Tymczasem idzie zima.

    – Geotermia zabrała nam właśnie piece, na zimę zostaniemy bez ogrzewania! Właścicielka chce się nas pozbyć. Błagamy o pomoc – apelowała do radnych zdenerwowana pani Jadwiga, lokatorka Wołodyjówki, domu przy ul. Sienkiewicza.

    Lokatorzy, większość osoby starsze, są przerażeni.

    – Nie mamy gdzie iść i to jest najgorsze – mówi pani Maria, najstarsza lokatorka Wołodyjówki. – Siedem lat już tak mieszkamy w niepewności. Gmina obiecała nam mieszkania przy Jagiellońskiej, ale tam nic się nie dzieje. Całą ubiegłą zimę, aż do końca lutego mieliśmy wyłączone grzejniki.

    Jak wspomina starsza pani, ludzie musieli chodzić w płaszczach, bo nie dało się wytrzymać. A elektryczne grzejniki nie na wiele się przydawały. W starym domu już o tej porze roku jest zimno, a w wyjątkowo mroźne zakopiańskie zimy bez ogrzewania nie da się żyć.

    – Właścicielka chce ten dom zburzyć, a nas przenieść do nowego domu przy ulicy Smrekowej, ale za to chce kupić od gminy działkę od strony ulicy, przylegającą do gruntu, na którym stoi Wołodyjówka – tłumaczą sytuację lokatorzy. – Burmistrzowie zgodzili się, ale niestety, radni są temu przeciwni. Teraz czekamy na łaskę gminy…

    Działka gminna, o którą stara się właścicielka Wołodyjówki, to 528 mkw. Pięć lat temu już ówczesny zarząd gminy przeznaczył ją do sprzedaży. Dokonana została wycena (250 zł za mkw.), opracowany był projekt podziału działki. Jednak radni nie dali się przekonać. Zdecydowali, że zaczekają, aż ceny pójdą w górę.

    Dziś ceny pod Tatrami skoczyły niemal sześciokrotnie, ale radni nadal nie chcą sprzedać właścicielce Wołodyjówki 528 metrów przy ul. Sienkiewicza.

    – To szantaż ze strony właścicielki, która posługuje się lokatorami, aby zmusić gminę do sprzedaży jej działki! Stali się państwo zakładnikami tej pani – stwierdził na poniedziałkowej komisji ekonomiki jej przewodniczący Leszek Dorula.

    Wiceburmistrz Zakopanego, Jan Gąsienica-Walczak dodaje, że sprawa od początku była skomplikowana, gdyż właścicielka domu kupiła go z lokatorami i on nie widzi szans na rozwiązanie. Wyjaśnia, że to nieprawda, iż przy Jagiellońskiej nic się nie dzieje, bo ciągle załatwiane są tam kwestie proceduralne, a poza tym nie wiadomo, czy lokatorzy z Sienkiewicza są uprawnieni do otrzymania mieszkań komunalnych.

    Elżbieta Sawczuk, właścicielka posesji przy ul. Sienkiewicza, mówi, że proponowała gminie wiele rozwiązań, m.in. wykup działki, zamianę, zapewnienie lokatorom mieszkań w nowym domu przy ul. Smrekowej.

    – Nie chcę nikogo wyrzucać, ale budynek nie nadaje się do zamieszkania, co potwierdziła straż pożarna – wyjaśnia. – Lokatorzy nie płacą, są zadłużeni na 120 tys. zł. Dam im lokale na Smrekowej, ale nie za darmo. Radni wszystkie moje propozycje ignorują. O wymontowaniu pieców informowałam władze miasta już w grudniu 2008 roku.

    Imiona lokatorów zostały zmienione.

    NaszeMiasto