W związku z dość dużymi sukcesami ruchów lokatorskich w Berlinie i ich walki o obniżenie czynszów, zaprosiliśmy do Warszawy dwoje aktywistów z tego miasta, którzy opowiedzieli nam o najważniejszych wydarzeniach związanych z ich walką. Spotkanie odbyło się w dniu 9 listopada 2019 r.
W panującym w Warszawie klimacie „nie da się” i dzikiej reprywatyzacji, opowiedzieli nam o tym, że w mieście położonym nie tak daleko od nas dokonano zwrotu w myśleniu o własności kamienic zamieszkałych przez lokatorów. Mamy nadzieję, że będzie to źródłem inspiracji.
W prezentacji omówiono m.in.:
– Aktualną sytuację w mieszkalnictwie w Berlinie, zwłaszcza w aspekcie czynszów – Realizowanej kampanii wykupu nieruchomości zamieszkałych przez lokatorów przez państwo – Limicie na wysokość czynszów (oraz o nadziejach i obawach z nim związanych).
6-osobowa rodzina zamieszkująca w lokalu na ul. Małej 10 czeka na rozkwaterowanie. Lokal jest zagrzybiony i pozbawiony łazienki, ciepłej wody i centralnego ogrzewania. Urzędnicy zasłaniają się „brakiem lokali”, których nie chcieli wybudować i których się wyzbywają.
Przepisy najmu lokali z zasobu mieszkaniowego Miasta są często niedostosowane do realiów. Mimo to, urzędnicy upierają się, by ich nie zmieniać, gdyż za wszelką cenę nie chcą budować wystarczającej liczby lokali, by spełnić potrzeby mieszkańców. Ma to namacalne konsekwencje dla konkretnych ludzi. Przedstawiamy jeden z takich przypadków.
Pani Sylwia mieszka wraz z mężem i dwójką dzieci na powierzchni mieszkalnej 14 metrów w oficynie przy ul. Wileńskiej 43. Umowa lokalu socjalnego kończy się za 3 lata. Ustawa o ochronie praw lokatorów nie pozwala na przyznanie lokalu zamiennego dla lokali socjalnych. Rodzina musi więc cierpieć w zagrzybionym, zawilgoconym lokalu, co ma bardzo negatywne konsekwencje zdrowotne dla ich 10-miesięcznego dziecka.
Wydawało się, że dyrektorka Biura Polityki Lokalowej, Magdalena Młochowska będzie w stanie pomóc rozwiązać sytuację. Prowadzone były w tym celu rozmowy z wiceburmistrzem Dariuszem Kacprzakiem. Umowa najmu miała zostać skrócona, tak by można było szybciej wnioskować o inny lokal od Gminy (co i tak przecież trwa latami). Od lipca b.r. nie ma jednak żadnej odpowiedzi ze strony Urzędu i wygląda na to, że rodzina będzie musiała się przemęczyć przez kolejną zimę w lokalu, który nie spełnia w ogólne podstawowych standardów mieszkaniowych dla 4-osobowego gospodarstwa.
Połączenie złych przepisów i braku dobrej woli urzędników ma tragiczne konsekwencje dla zdrowia i życia mieszkańców.
Poniżej film przedstawiający sytuację pani Sylwii i jej rodziny.
Najważniejsze propozycje Biura Polityki Lokalowej w sprawie nowej uchwały o zasadach wynajmowania mieszkaniowych zasobów gminy są niestety nie do przyjęcia.
Choć, dzięki ogromnemu wysiłkowi organizacji lokatorskich i pozarządowych, ma zostać wprowadzonych kilka korzystnych zmian, jako całość propozycje Ratusza wpisują się w linię polityczną minionych dekad, która doprowadziła do wyrządzenia krzywdy tysiącom ludzi w potrzebie. Winne tej sytuacji są przede wszystkim wadliwe, niespójne i nielogiczne przepisy. Tu przedstawimy najgorsze ze zmian, które znalazły się w propozycji uchwały o najmie.
Dyskryminacja większych rodzin
Biuro Polityki Lokalowej proponuje nieco podnieść kryteria dochodowe dla singli i 2 osobowych gospodarstw domowych, ale jednocześnie planuje obniżyć kryteria dochodowe dla większych rodzin. Przedstawiciele Ratusza argumentują wprost: trzeba komuś odebrać, żeby komuś dać. W ten sposób kontynuowana jest strategia dzielenia lokatorów na mniej lub bardziej faworyzowane grupy, zamiast dążenia do zapewnienia godziwych warunków dla wszystkich potrzebujących.
Źródło: Prezentacja BPLu.
Przedstawiciele BPLu argumentują, że rodziny, które mają trochę ponad 1500 zł dochodu na osobę już stać na wynajęcie mieszkania z wyższym czynszem w TBSach. Cena najmu za metr – 20 zł, plus zazwyczaj koszty partycypacji. Według nich, koszty utrzymania mieszkania są niższe dla większych rodzin. Nie trafia do nich argumentacja, że kolejne osoby w gospodarstwie domowym to także kolejne wydatki – szkoła, żywność, transport, leczenie itd…
Po wprowadzeniu przez rząd antyspołecznych zmian, które weszły w kwietniu tego roku, każda rodzina na nowej umowie najmu będzie podlegać weryfikacji dochodu co najmniej raz na 2,5 lata. Gospodarstwa, które przekroczą próg dochodowy (określany właśnie według kryterium z uchwały o najmie) otrzymają podwyżkę czynszu, która może nawet sięgnąć całości kwoty przekroczenia. Może się tak zdarzyć, że czynsz w mieszkaniach komunalnych przekroczy czynsz w TBS-ach (ustawa PiSu doskonale współgrała z działaniami Ratusza pod kierownictwem HGW polegającymi na polowaniu na rzekomo „bogatych” lokatorów komunalnych.)
Wskutek zmniejszenia kryteriów dochodowych, łatwiej będzie przekroczyć limit, po którym nastąpi drastyczna podwyżka czynszów. BPL odpowiada na ten zarzut w ten sposób, że lepiej od razu wrzucić lokatorów do TBSów, gdzie od razu zapłacą 20 złotych za metr, niż ryzykować, że będą podlegali jeszcze wyższym czynszom wynikającym z PiSowskiej ustawy.
Dziękujemy PO-PiSowi za zapewnienie takiej przyszłości rodzinom z niskimi dochodami.
Dyskryminacja 4-osobowych gospodarstw domowych
Ratusz chce ujednolicić system kalkulowania kryteriów z systemem stosowanym w TBS-ach. To oznacza, że dla każdej kolejnej osoby w gospodarstwie, kryterium rośnie o 40% podstawy (według skomplikowanego wzoru). Wyjątkiem są 4-osobowe gospodarstwa, gdzie kryterium rośnie tylko o 35%. Uzasadnieniem ma być ujednolicenie przepisów z przepisami obowiązującymi w TBSach, co jest mało przekonującym argumentem i nijak ma się do potrzeb polskich rodzin.
Kryterium metrażowe i przeszkody na drodze do poprawy warunków życia
Kolejnym dużym problemem jest kryterium metrażowe dające prawo do lokalu. Jak wiemy z praktyki, wiele osób o niskich dochodach nie otrzymuje pomocy mieszkaniowej, gdyż przekraczają kryterium metrażowe. Realny przykład z ostatnich dyżurów Komitetu Obrony Praw Lokatorów: rodzina po rozwodzie, chce dostać 2 odrębne lokale, jeden na 2 osoby, drugi dla jednej. Dostali odmowę, ponieważ mają obecnie 19 metrów, więc przekraczają kryterium 6 metrów na osobę. Brzmi to absurdalnie, ale niestety wiele rodzin jest zmuszonych do pozostania w trudnych warunkach rodzinnych, z powodu zaniżonych i nie zawsze logicznych przepisów o kryterium metrażowym.
O podwyższenie kryterium metrażowego walczymy od lat. Kryteria stosowane w uchwale o najmie lokali w Warszawie są zupełnie niespójne z kryteriami z Ustawy o ochronie praw lokatorów, która określa, że jednej osobie przysługuje 10 metrów powierzchni mieszkalnej. Ratusz konsekwentnie odmawia pomocy lokatorom, którzy mieszkają w lokalach niespełniających norm Ustawy, gdyż ich zdaniem sytuacja w której ma się do dyspozycji 6 metrów na osobę oznacza, że nie ma problemu mieszkaniowego.
Nowe propozycje Biura Polityki Lokalowej są następujące: dla 1- osobowych gospodarstw domowych – podniesienie kryterium do 8 metrów, a dla 2 osobowych – do 7 metrów. Jednak znowu mamy tu do czynienia z dyskryminacją większych rodzin, bo nie ma żadnych propozycji zmian dla gospodarstw domowych w których skład wchodzą 3 osoby lub więcej.
Z naszego doświadczenia wiemy, że jest bardzo wiele rodzin po rozwodzie, czy rodzin wielopokoleniowych, które chcą podzielić swoje gospodarstwa domowe, ale nie mogą tego zrobić. Mieszkają czasami w bardzo nieprzyjaznych warunkach, które są szkodliwe dla psychiki dzieci. Miasto sprzyja utrwalaniu patologicznych sytuacji rodzin, gdyż uporczywie odmawia budowy większej liczby mieszkań komunalnych i próbuje wypchnąć jak największą liczbę lokatorów do droższych zasobów w TBS.
Mniejsze preferencje dla niepełnosprawnych, dekretowców i wynajmujących lokale socjalne
Według pierwszej propozycji BPLu, kryterium dochodowe decydujące o przyznaniu lokalu socjalnego ma zostać zmniejszone. (Podobno to ma zostać poprawione, ale jeszcze nie widzieliśmy nowej wersji.)
Zważywszy, że ceny wielu towarów i usług znacznie wzrosły, wiele rodzin z niskimi dochodami liczy każdy grosz. Ponieważ ich realne wydatki rosną, powinno także wzrosnąć kryterium dochodowe. Tym bardziej, jeśli ktoś traci mieszkanie i nie ma możliwości wynajęcia droższego mieszkania. Jeśli nie otrzyma pomocy, może po prostu trafić na bruk.
Dla osób niepełnosprawnych:
Obecnie podwyższa się kryteria dochodowe o 30%. W proponowanym systemie podwyżki kryterium są mniejsze.
Dekretowcy:
Osoby z zasobów reprywatyzowanych otrzymały, po długiej walce z Ratuszem, podniesienie kryterium dochodowego o 40%. Ratusz wtedy chwalił się swoją „pomocą” dla tej kategorii lokatorów. W proponowanym systemie, nie ma już mowy o 40%-owym podniesieniu.
Podejście do organizacji społecznych
Ratusz od paru lat chwali się swoimi „sukcesami” w pomocy rodzinom. Nie słyszy się jednak o tych wszystkich przypadkach, w których z powodu sztucznie zaniżonych kryteriów dochodowych i metrażowych i braku chęci budowy lokali komunalnych i socjalnych na odpowiednim poziomie, lokatorom odmówiono wszelkiej pomocy. W takim samym duchu, Biuro Polityki Lokalowej często chwali się swoją „współpracą z organizacjami lokatorskimi” i słuchaniem ich postulatów. Rzeczywistość jest jednak nieco inna. Choć często udało się uzyskać interwencje w poszczególnych sprawach indywidualnych (gdzie coś poszło nie tak w systemie), a drobne poprawki w polityce mieszkaniowej zostały uwzględnione, to BPL nie chce odejść od filozofii twardego neoliberalizmu ekonomicznego i brnie dalej w kierunku, który spowodował tragiczne konsekwencje dla tak wielu ludzi.
Czy BPL naprawdę sądzi, że organizacje lokatorskie będą firmować politykę, która będzie krzywdzić lokatorów przez kolejne lata?
Stanowiskiem środowisk lokatorskich od lat jest urealnienie kryterium dochodowego, aby osoby, których nie stać na najem na wolnym rynku mogły uzyskać pomoc i żyć na dostatecznym poziomie. Proponowane zmiany kryterium dochodowego dla singli są do zaakceptowania, ale nie kosztem wypychania 2-osobowych gospodarstw zarabiających pensję minimalną do TBS i nie kosztem obniżenia kryterium dla bardziej licznych rodzin. Uważamy, że połowa przeciętnego wynagrodzenia jest dobrym wskaźnikiem. Ratusz chce jednak przyjąć znacznie niższe kryterium, które nie jest oparte na rekomendacji organizacji lokatorskich.
W dniu 3 września, grupa osiłków z agencji „ochrony” specjalizującej się w dzikich eksmisjach wtargnęła do mieszkania wyważając drzwi. W następstwie tego zdarzenia, które stanowiło naruszenie miru domowego, doszło do kradzieży gotówki, oraz wyposażenia RTV i AGD. Jednym ze sprawców był mężczyzna podający się za właściciela, mieszkający na stałe w USA, oraz czterech niezydentyfikowanych „ochroniarzy”.
W chwili dzikiej eksmisji, prawomocne było zawieszenie postępowania eksmisyjnego do czasu zakończenia trwającego wciąż procesu. Na nic się jednak nie zdało ze względu na postawę policjantów. Funkcjonariusze policji z Komendy Rejonowej Warszawa I z ul. Wilczej 21 zostali wielokrotnie wezwani do podjęcia interwencji. Odmówili jednak jej przeprowadzenia, pomimo trwającego czynu przestępczego. Ciężko chory lokator został wyrzucony w samej bieliźnie na klatkę schodową. Wraz z żoną zostali pobici. Policjanci przyjeżdżali na wezwanie aż pięć razy, ale tylko bezczynnie przyglądali się zajściom. Poinformowali lokatorów, że to spór cywilno-prawny i że policja się w takie spory nie wtrąca. Funkcjonariusze policji zasugerowali nawet, że właścicielowi wolno wszystko, bo ma prawo do lokalu. Podczas jednej z tych “interwencji” funkcjonariusz poinformował lokatorkę, że złoży wniosek do sądu o ukaranie jej za bezpodstawne wzywanie policji.
Lokatorka została zamknięta na noc z obcym człowiekiem w mieszkaniu. Ten człowiek wylał w lokalu cuchnącą ciecz, przez co lokatorka dusiła się i wymiotowała krwią. Policja stwierdziła, że “może wyjść, jak jej jest niedobrze”. Faktycznie lokatorka nie miała innego wyjścia, niż opuścić lokal.
Co wydarzyło się od tamtego czasu?
W dniu 18 września, w wyniku pozwu o przywrócenie naruszonego posiadania, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia udzielił zabezpieczenia roszczenia poprzez zobowiązanie pozwanych do udostępnienia kluczy do lokalu przy ul. Daniłowiczowskiej oraz usunięcie z niego obcych osób, w tym pracowników Biura Bezpieczeństwa Personalnego z siedzibą w Gdyni.
Nie bardzo było jednak wiadomo co z tym zabezpieczeniem uczynić. Policja nadal uchylała się od wykonania swoich obowiązków, lokatorka zwróciła się więc do komorników. Komornik Aleksander Godzik zażądał wpłaty 3 tys. zł z góry i oznajmił, że sprawa potrwa miesiąc. Lokatorka wyrzucona w kapciach ze swojego mieszkania i okradziona z pieniędzy nie miała naturalnie na to środków. Kolejną próbą był komornik Ryszard Moryc. Stwierdził on, że nigdy nie dokonywał tego typu czynności zmierzających do przywrócenia posiadania. Ostatecznie stwierdził, że zabezpieczenie nie jest wystarczające i że to Sąd ma wszcząć egzekucję. Jego zdaniem, Sąd zobowiązał tylko do wydania kluczy (mimo że w postanowieniu jest też mowa o usunięciu osób trzecich z lokalu).
Lokatorka udała się do Wiceprezes Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście Joanny Przanowskiej-Tomaszek w celu ustalenia, czy zabezpieczenie powództwa nie może zostać rozszerzone, tak by można je było skutecznie wyegzekwować. Wiceprezes Sądu stwierdziła, że należy poprosić włamywaczy, żeby oddali klucze. Stwierdziła też, że jedyne co może w tej sprawie zrobić, to objąć ją szczególnym nadzorem i przyspieszyć termin rozprawy.
Zrozpaczona lokatorka udała się po poradę do biura posła Pawła Lisieckiego. Poseł napisał do Ministerstwa Sprawiedliwości pismo z prośbą o instrukcje. Nikt jednak nie wiedział, jak powinno wyglądać przywrócenie posiadania i czy jest to rola policji, czy komorników. W odpowiedzi przyszło pismo od Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro stwierdzające, że Komendant Główny ma pomóc w tej sprawie i że w Komendzie Głównej ma interweniować Wydział Kontroli.
Bartosz Niebrzydowski, Asystent ministra MSWiA Mariusza Kamińskiego, skontaktował się z Dzielnicowym Norbertem Żurmanem, domagając się wprowadzenia lokatorki do mieszkania. W dniu 27 września miało nastąpić przywrócenie posiadania w asyście policji.
Niewprowadzenie w posiadanie
Gdy policja wraz z lokatorką dotarli na miejsce, zastali zniszczone drzwi. Sprawcy włamania zabrali klucze i uciekli. Policjanci wrócili do swojego poprzedniego stanowiska, że wprowadzenie w posiadanie nie jest ich odpowiedzialnością. Lokatorka wynajęła ślusarza, żeby rozwiercił zamki. Policja jednak zagroziła ślusarzowi, że jeśli rozwierci zamki, zostanie oskarżony o włamanie. Dzielnicowy poinstruował patrol, by odmówić udzielenia wsparcia. W ten sposób, Dzielnicowy postawił na swoim. Nic nie dały interwencje najważniejszych urzędników w Państwie.
Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że lokatorzy są nadal bezdomni, a policja nadal chroni przestępców i uniemożliwia przywrócenie stanu zgodnego z prawem.
Policja stwierdziła, że lokatorzy opuścili mieszkanie dobrowolnie, więc „przestępstwa nie było”, a skradziony dobytek miał być „dobrowolnie porzucony”. Lokatorzy do dnia dzisiejszego nie odzyskali swoich skradzionych rzeczy. Na domiar złego Dzielnicowy wystąpił do Sądu Rodzinnego o odebranie prawa do opieki nad dzieckiem, gdyż „matka odmawia powrotu do domu i w ten sposób naraża dziecko”.
Policja odmówiła przesłuchania sprawcy włamania podającego się za właściciela, gdyż miał wyjechać do USA. Zdążył jednak złożyć wniosek o wymeldowanie lokatorów, gdzie jako świadek figuruje nie kto inny, jak Dzielnicowy Norbert Żurman.
Jest to kolejny przypadek absolutnego bezprawia, wobec którego państwo jest kompletnie bezradne i gdzie górę biorą nieformalne układy policjantów i byłych policjantów pracujących jako agenci ochrony, które są odporne na interwencje MSWiA. System jest całkowicie skorumpowany i lokatorzy nie mają żadnych instrumentów prawnych, by pociągnąć do odpowiedzialności łamiących prawo policjantów.
Komitet Obrony Praw Lokatorów będzie nadal prowadzić tę sprawę, aż do jej pomyślnego zakończenia. Domagamy się nie tylko rozwiązania tej konkretnej sprawy, ale też systemowego ukrócenia bezkarności policji i jej wspólnictwa w dzikich eksmisjach.
Nie mija tydzień bez doniesień o dzikich eksmisjach. Policjanci wzywani przez lokatorów odmawiają udzielenia pomocy lub wręcz stają w obronie przestępców nielegalnie usuwających mieszkańców z domów. Mimo skarg na czynności policjantów i ewidentnego łamania prawa przez funkcjonariuszy, Komendanci policji nie podejmują żadnych działań. Dlatego coraz bardziej uzasadnione wydaje się hasło „Mafia, policja – jedna koalicja”.
Poziom wiedzy funkcjonariuszy prewencji jest katastrofalnie niski. Nie rozumieją oni podstawowych pojęć z zakresu ochrony posiadania i miru domowego. W sytuacji, gdy włamywacze rozwiercają zamki i włamują się do zajmowanego przez lokatorów lokalu, policjanci powołują się na prawo własności i twierdzą, że „właściciel może robić co chce”. Czasem posuwają się nawet do tego, by grozić lokatorom konsekwencjami za nieuzasadnione wezwanie policji.
Tak było podczas eksmisji na ul. Daniłowiczowskiej w Warszawie w dniu 3 września b.r. Doszło tam do nielegalnej eksmisji bez udziału komornika i bez tytułu egzekucyjnego, pomimo sądowej decyzji o wstrzymaniu egzekucji. Oprócz naruszenia miru domowego, doszło do kradzieży gotówki, oraz wyposażenia RTV i AGD. Sprawcą był mężczyzna podający się za właściciela oraz czterech niezidentyfikowanych mężczyzn.
Funkcjonariusze policji z Komendy Rejonowej Warszawa I z ul. Wilczej 21 zostali wielokrotnie wezwani do podjęcia interwencji. Funkcjonariusze odmówili jednak przeprowadzenia interwencji, pomimo trwającego czynu przestępczego. Tym samym naruszyli art. 4 ust. 1 pkt 2 Zarządzenia nr. 768 Komendanta Głównego Policji z dnia 14 sierpnia 2007 r. w sprawie form i metod wykonywania zadań przez policjantów pełniących służbę patrolową oraz koordynacji działań o charakterze prewencyjnym.
Przepis ten mówi, że „podstawowym zadaniem policjantów pełniących służbę patrolową jest przeciwdziałanie popełnianiu przestępstw lub wykroczeń, a w szczególności zapobieganie wszelkim zachowaniom mogącym stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa osób i mienia lub naruszającym porządek publiczny”. Z całą pewnością włamanie, kradzież i nielegalna eksmisja należą do takich zachowań.
Mężczyźni dokonali faktycznie dzikiej eksmisji bez udziału komornika, mimo że sprawa eksmisyjna została wstrzymana decyzją sądu. Ciężko chory lokator został wyrzucony w samej bieliźnie na klatkę schodową. Wraz z żoną zostali pobici. Policjanci przyjeżdżali na wezwanie aż pięć razy, ale tylko bezczynnie przyglądali się zajściom. Poinformowali lokatorów, że to spór cywilno-prawny i że policja się nie wtrąca, pomimo faktu, że włamano się do mieszkania, że wykorzystywana była przeciw lokatorom przemoc i że doszło do kradzieży pieniędzy. Funkcjonariusze policji zasugerowali, że właścicielowi wolno wszystko, bo ma prawo do lokalu. Podczas jednej z tych „interwencji” funkcjonariusz poinformował lokatorkę, że złoży wniosek do sądu o ukaranie za bezpodstawne wzywanie policji.
Lokatorka została zamknięta na noc z obcym człowiekiem w mieszkaniu. Ten człowiek wylał cuchnącą ciecz w mieszkaniu, przez co lokatorka dusiła się i wymiotowała krwią. Policja stwierdziła, że „może wyjść, jak jej jest niedobrze”.
Lokatorzy zostali zmuszeni do zamieszkania u znajomych i złożyli pozew o przywrócenie posiadania. Komitet Obrony Praw Lokatorów udziela wsparcia lokatorom i monitoruje tę sprawę. Będziemy informować o jej dalszym przebiegu.
Ul. Techników 29 we Włochach. Dawne mieszkania zakładowe, które zostały zreprywatyzowane w 2015 r. Burmistrz Dzielnicy Włochy nie zadbał o to, by walczyć o zasiedzenie budynku, tylko oddał tzw. „spadkobiercom”. Gmina nie zadbała nawet o to, by odzyskać nakłady od nowych właścicieli. Wszystko to wskazuje na głęboki układ korupcyjny w dzielnicy. Lokatorzy ponoszą konsekwencje tego stanu rzeczy. A są traktowani w sposób skandaliczny.
Właściciel zaniedbał opłacanie miejskich wodociągów, pomimo że lokatorzy opłacali koszty związane ze zużyciem wody na konto właściciela. W końcu, aby uniknąć odcięcia wody, zostali zmuszeni do wpłacania opłat za wodę bezpośrednio na konto przedsiębiorstwa wodociągowego. Właściciel wykorzystał to, by złożyć pozew o eksmisję, z powodu… niepłacenia mu za wodę.
Budynek jest dewastowany w klasyczny dla czyścicieli sposób. Ciągły huk i wszechobecny pył mają skłonić lokatorów do opuszczenia lokali. Jednak nie wszyscy mają gdzie się podziać. 84-letnia lokatorka nie może otrzymać lokalu od Gminy, gdyż przekracza o 6 metrów kryterium metrażowe. W ten sposób urząd ukarał ją za to, że jej bliscy zmarli i już nie zajmują metrów. Z kolei jej sąsiad otrzymuje o 300 zł zbyt wiele, by kwalifikować się do pomocy mieszkaniowej. Pomimo, że koszty ogrzewania w kamienicy pozbawionej centralnego ogrzewania są wyższe, niż koszt utrzymania w pełni wyposażonego mieszkania.
Kolejnym działaniem czyściciela będzie prawdopodobnie zdjęcie dachu. Spodziewamy się, że to nastąpi dopiero na jesień, gdyż wtedy wykurzanie lokatorów przez zalanie będzie najbardziej skuteczne.
Oto film z wypowiedziami lokatorów:
Aby dostać się do swoich piwnic, niemłodzi już lokatorzy muszą poruszać się po rurze, niczym akrobaci:
Słowo „rewitalizacja” sugeruje, że przywrócone zostanie życie w obszarze przeznaczonym do rewitalizacji. Jednak w warszawskim wydaniu, rewitalizacja może nawet oznaczać zagrożenie życia.
Tak niestety
jest na warszawskiej Pradze-Północ, gdzie bardzo często dochodzi
do remontu budynków z lokatorami w środku.
O sytuacji budynku położonego przy ul. Środkowej 23 było już głośno. W klatce schodowej, objętej decyzją Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego o wykwaterowaniu lokatorów z powodu zagrożenia życia, prawie rok później nadal mieszka 7 rodzin. W kolejnej klatce rozpoczął się remont z lokatorami w środku – dotyczy 5 rodzin. Na budowie nie ma żadnej tablicy informacyjnej, więc nawet nie wiadomo, kto wykonuje remont. Robotnicy zdjęli dach z budynku, co spowodowało zalanie wielu lokali. Całe szczęście, że nie doszło do ulewy, bo stropy są w fatalnym stanie i mogłoby dojść do tragedii, gdyby nie wytrzymały obciążenia.
Komitet Obrony Praw Lokatorów oraz lokatorzy z rewitalizowanych kamienic niejednokrotnie zgłaszali tego typu problemy do Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami, do władz Dzielnicy, jak i do Biura Polityki Lokalowej. Gdy jeden z Radnych Dzielnicy zareagował na problem, inni radni – będący w koalicji z Koalicją Obywatelską i zamieszani w różne układy na terenie dzielnicy ogłosili, że stworzą Komisję Doraźną ds. rewitalizacji, która zajmie się problemami stwarzanymi przez chaotycznie prowadzoną rewitalizację.
Pierwsze
posiedzenie Komisji Doraźnej pokazało już jednak, że ta Komisja
powstała po to, aby zająć się czymś innym. Zamiast jakiejkolwiek
rozmowy o rozwiązaniu problemów dzikiej rewitalizacji,
przedstawiono plan kontynuacji i pogłębienia polityki
gentryfikacyjnej Miasta.
Komisją kieruje dwóch praskich radnych – Ireneusz Tondera i Jacek Wachowicz. Ich „nowa wizja” rewitalizacji polega na stworzeniu nowego opakowania dla już istniejących planów rewitalizacyjnych i przypisaniu ich sobie. W tym celu, na użytek turystów, wymyślono nową nazwę dla tej farsy – „Trakt Książęcy”. Czyli obszar od dawna objęty planami rewitalizacyjnymi – wzdłuż ulic Okrzei, Ząbkowskiej i Kawęczyńskiej.
Nazwa ta jest jak najbardziej odpowiednia do opisu procesów gentryfikacyjnych na Pradze. Samo słowo „gentryfikacja” pochodzi od angielskiego „gentry” czyli „szlachta”. Pomimo głośnych zapowiedzi, że na Pradze „nie będzie gentryfikacji” i że beneficjentami rewitalizacji mają być dotychczasowi mieszkańcy, Radny Wachowicz przedstawił wizję przekształcenia naszej dzielnicy w atrakcję turystyczną. Głównymi beneficjentami tego procesu będą właściciele nieruchomości, restauracji i barów. Inni doświadczą tylko wzrostu cen i czynszów.
Takiej
komisji już dziękujemy.
Jak widać, nie możemy zaprzestawać działań skierowanych przeciw antyspołecznej polityce gentryfikacyjnej w naszej dzielnicy.
Wieczorem 13 lipca b.r. Komitet Obrony
Praw Lokatorów otrzymał telefon, że trwa próba nielegalnej
eksmisji na ul. Łochowskiej 33. Samotna matka z dwójką dzieci
zadzwoniła przerażona, że ktoś stara się włamać do jej
mieszkania. Zadzwoniła na policję i poprosiła o interwencję, aby
nie doszło do włamania, co zapewne skończyłoby się eksmisją
rodziny na bruk, pobiciem i kradzieżą mienia, jak zwykle w tego
typu przypadkach. Gdy dotarliśmy na miejsce, policja stała
bezczynnie i przyglądała się usiłowaniu rozwiercenia zamku. Gdy
zaczęliśmy filmować zdarzenie, policja odeszła z miejsca
zdarzenia, a wkrótce włamywacze też zrezygnowali z dalszych
działań i opuścili budynek, zakrywając swoje twarze.
Policjanci nie zidentyfikowali się, więc po zakończeniu akcji pojechaliśmy na komendę policji, aby poznać ich numery służbowe. Oficer dyżurny odmówił podania jakichkolwiek informacji i polecił napisać skargę do Komendanta, co też uczyniliśmy.
Minęło już kilka lat od głośnego przegłosowania w Sejmie
ustawy o nękaniu lokatorów. Politycy przechwalali się, że
właściciele nie będą już mogli nękać lokatorów i nielegalnie
zmuszać ich do opuszczenia mieszkań bez nakazu eksmisji. To okazało
się nieprawdą. Właściciele nadal pozostają bezkarni i nie
ponoszą żadnych konsekwencji. Nękają lokatorów i przeprowadzają
dzikie eksmisje bez wyroku sądu i bez obecności komornika, przy
całkowitej bierności, czy nawet aprobacie policji. Stan wiedzy
funkcjonariuszy w zakresie ochrony prawa posiadania i naruszenia miru
domowego pozostał na zerowym poziomie.
Nielegalnie eksmisje najczęściej mają
miejsce w następujących przypadkach: reprywatyzacja kamienicy,
kupno mieszkania z lokatorami (np. w drodze licytacji lub w prywatnej
sprzedaży), najem wolnorynkowy lub gdy właściciel chce obejść
ustawowy okres wypowiedzenia wynikający z umowy.
Bardzo często takie eksmisje są przeprowadzane, gdy lokator znajduje się poza mieszkaniem. Jednak nie zawsze. Jeśli lokator przebywa w mieszkaniu, często dochodzi wobec niego do przemocy fizycznej. W takich sytuacjach często także dochodzi do kradzieży lub zniszczenia mienia (co jest osobnym przestępstwem). W przypadku najmu na wolnym rynku, częstym procederem jest przywłaszczenie kaucji przez wynajmującego.
Komitet Obrony Praw Lokatorów musiał
wiele razy interweniować w takich sytuacjach. Byliśmy świadkami,
jak lokatorzy bezskutecznie walczą o swoje prawa – bezskutecznie,
bo system prawny w Polsce w całej swojej rozciągłości, począwszy
od policjantów, a na sądach i prokuraturze skończywszy, ma ich po
prostu gdzieś.
W ostatnich tygodniach, widzieliśmy jak prokuratorzy umarzają znane sprawy dotyczące nękania (jak przy ul. Nowogrodzkiej 6a) lub jak znani właściciele z historią przemocy wobec lokatorów pozostają bezkarni w swoich bezprawnych działaniach. Doskonałym przykładem takiej historii jest przemoc wobec lokatorów i dzikie eksmisje, które miały miejsce na ul. Lutosławskiego 9 w Warszawie (zobacz najnowszy film poniżej). Pomimo faktu, że doszło tam do 3 dzikich eksmisji, z czego jedna skończyła się śmiercią wyrzuconego człowieka na ulicy, „właścicielka” (w cudzysłowie, bo Komisja Weryfikacyjna teoretycznie odebrała jej własność budynku) nadal pozostaje bezkarna.
Policja w tym przypadku, jak w wielu innych, nie podejmuje działań, aby zapobiec nielegalnym eksmisjom.
Potrzebne są stanowcze działania i zmiany w prawie. Oto nasze postulaty dotyczące problemu dzikich eksmisji:
Każda eksmisja komornicza musi być zgłoszona na komisariacie policji wraz z kopią wyroku, datą i adresem eksmisji
Jeśli lokator zawiadomi, że ma miejsce niezgłoszona eksmisja, policja musi podjąć interwencję
Policja musi dowiedzieć się kto próbuje dokonać nielegalnej eksmisji i podjąć czynności zapobiegawcze
Policja musi zapewnić, aby lokator mógł odzyskać posiadanie mieszkania oraz mienia, jeśli został tego prawa nielegalnie pozbawiony
Osoby dokonujące nielegalnych eksmisji zostają ukarane grzywną w wysokości minimum 10 tys. złotych
Osoby, które naruszają nietykalności lokatorów podczas próby nielegalnej eksmisji lub naruszają ich posiadanie mogą zostać ukarane pozbawieniem wolności od 2 lat lub więcej w przypadku ciężkiego uszkodzenia ciała lub śmierci lokatora
Osoby, który nielegalnie eksmitują chorych lokatorów, którzy w wyniku bezdomności zmarli mogą odpowiadać za nieumyślne spowodowanie śmierci
Policjanci, którzy nie podejmują odpowiednich czynności w trakcie nielegalnych eksmisji będą podlegali odpowiedzialności służbowej
Komitet Obrony Praw Lokatorów
zapowiada protest w sprawie bierności policji podczas dzikich
eksmisji. Mamy dość bezprawia przy milczącej zgodzie policji i
prokuratury!
Mieszkańcy kamienicy położonej przy ul. Ząbkowskiej 12 są wysiedlani ze swoich domów. Powodem są uszkodzenia spowodowane przez sąsiednią budowę pod adresem Ząbkowska 14, gdzie inwestor wybudował luksusowe apartamenty. Co ciekawe, inwestor uzyskał nadzwyczają zgodę Naczelnik Wydziału Architektury i Budownictwa Dzielnicy Praga-Północ, by budować „po obrysie” działki, a więc w sposób, który – jak się okazało – naruszył konstrukcję kamienicy przy ul. Ząbkowskiej 12.
Kamienica przy ul. Ząbkowskiej 12 doznała pęknięć i uszkodzeń strukturalnych, co skutkowało wydaniem decyzji o zakazie użytkowania budynku przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Władze Dzielnicy nie poczuwają się jednak do żadnych obowiązków wobec mieszkańców kamienicy. Poinformowano ich, że nie będą mogli wrócić do swoich mieszkań po wykonaniu niezbędnych remontów.
Co na ten temat mówią przepisy? Art. 10 ust. 4 Ustawy o ochronie praw lokatorów stanowi, że lokator jest obowiązany przenieść się do lokalu zamiennego na czas nie dłuższy niż rok. Po upływie tego terminu właściciel jest obowiązany udostępnić lokatorowi w ramach istniejącego stosunku prawnego naprawiony lokal.
Jak te przepisy interpretują władze Dzielnicy? W swoim piśmie do lokatorów, Zastępca Burmistrza Dariusz Kacprzak napisał, że „nie ma możliwości wykonania” napraw budynku przy ul. Ząbkowskiej 12 w czasie 12 miesięcy. Wygląda więc na to, że zdaniem Wiceburmistrza, lokatorów należy wysiedlić na stałe, pozbawiając ich dotychczasowego centrum życiowego.
W ten sposób, władze Dzielnicy umywają ręce od odpowiedzialności za sytuację, którą same spowodowały, godząc się na niebezpieczną budowę luksusowych apartamentowców kosztem zagrożonych mieszkań komunalnych. Zapewne wyremontowany budynek zostanie również przeznaczony na luksusowe apartamenty, a mieszkańcy zostaną przeniesieni do niespełniających standardów lokali gorszej kategorii.