Autor: admin

  • Odciął im wodę, bo to jego dom

    Dramat mieszkańców kamienicy przy ul. Dzierzby 12 na Ursynowie. W środku zimy zostali pozbawieni wody przez właściciela. MPWiK bezradnie rozkłada ręce.

    – Kąpałam właśnie 86-letnią mamę, kiedy nagle przestała lecieć woda. Szybko okryłam ją ręcznikami i wybiegłam na zewnątrz domu. A tam byli pracownicy wodociągów – relacjonuje jedna z lokatorek kamienicy Krystyna Górecka.

    W czwartek ekipa Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji zamknęła zawór doprowadzający wodę do budynku. Takie było polecenie właściciela kamienicy Michała Owsiewskiego (tego samego, który zlecił rozbiórkę zamieszkanego domu w Otwocku, o czym pisaliśmy w grudniu).

    Mieszkańcy nie chcieli dopuścić do odcięcia wody i przez dwie godziny blokowali odjazd auta MPWiK. Wypuścili je dopiero po interwencji policji. Następnego dnia zdesperowani lokatorzy zjawili się w siedzibie Wodociągów. – Nie możecie pięciu rodzin pozbawiać wody. Obejdziemy się bez odbierania śmieci. Bez prądu czy gazu też się jakoś da funkcjonować. Ale bez wody ? – denerwuje się Grażyna Grzeszczak.

    – Niestety, właściciel domu ma prawo zlecić nam odłączenie wody i my musimy to wykonać – mówi Bartosz Milczarczyk, rzecznik MPWiK. – Gdyby przerwa w dostawie wody była spowodowana przez nas, wówczas musielibyśmy podstawić beczkowóz lub wskazać zastępcze źródło wody. W takiej sytuacji też możemy podstawić beczkowóz, ale tylko odpłatnie. Niestety, takie są procedury.

    – Ja rozumiem przepisy i ustawy. Ale czy nie można czegoś zrobić, by tę wodę nam odkręcić? Przecież płacimy rachunki i chcemy nadal to robić. Nie można pozbawiać ludzi dostępu do czegoś, co jest niezbędne do życia – denerwował się Piotr Krupianiuk. Mieszkańcy byli gotowi okupować siedzibę MPWiK aż do skutku. Stanęło na tym, że napisali pismo z żądaniem natychmiastowego przywrócenia wody, a pracownicy mieli skontaktować się z kamienicznikiem, by ten uwzględnił interesy mieszkańców.

    Co na to sprawca całego zamieszania Michał Owsiewski?

    – Rozwiązałem umowę z MPWiK i teraz każdy z mieszkańców będzie mógł podpisać umowę z Wodociągami indywidualnie. Każdy, kto ma tytuł prawny do lokalu – zastrzega Owsiewski.

    Kłopot w tym, że takich dokumentów nie posiada żaden z lokatorów. Między nimi a właścicielem w sądzie toczą się sprawy o eksmisję i ustalenie wysokości czynszu.

    Lokatorzy boją się, że woda to dopiero początek i wkrótce Owsiewski odetnie im prąd oraz gaz. Wszystko po to, by skłonić ich do wyprowadzki z przeznaczonego na sprzedaż budynku. – Jestem na skraju załamania. Jak tak dalej pójdzie, to dojdzie do tragedii: ktoś nie wytrzyma i się powiesi. Może wtedy ktoś zwróci uwagę na nasz los – lamentuje Krystyna Górecka.

    Życie Warszawy

  • Kalkulacja podwyżki czynszu ma być dokładna

    Wynajmujący, wypowiadając czynsz, nie może się ograniczyć do podania przyczyny podwyżki i składników nowej jego stawki.

    Sąd Najwyższy w uchwale z 5 lutego 2010 r. (sygn. akt III CZP 130/09)uznał, że w kalkulacji podwyżki powinien być wskazany sposób obliczenia tego ze składników czynszu, który stanowi podstawę wypowiedzenia dotychczasowej jego wysokości.

    Wysokość podwyżki czynszu zakwestionowali najemcy pięciu mieszkań poznańskiej kamienicy będącej współwłasnością Grzegorza K. i Andrzeja M. Sąd I instancji na podstawie art. 219 kodeksu postępowania cywilnego połączył powództwa wniesione przez lokatorów do łącznego rozpoznania i rozstrzygnięcia.

    Zwrot kapitału i godziwy zysk

    Nie ma zasadniczo ograniczenia wysokości podwyżek czynszu, jeżeli w skali roku czynsz nie przekroczy 3 proc. wartości odtworzeniowej lokalu. Jeśli wysokość czynszu i opłat już przekroczyła ten pułap albo przekroczy go w wyniku podwyżki, to w myśl art. 8a ust. 4 ustawy z 2001 r. o ochronie praw lokatorów i mieszkaniowym zasobie gminy (DzU z 2005 r. nr 31, poz. 266 ze zm.) wchodzi ona w rachubę tylko w dwu wypadkach.

    Jeden, wskazany w ust. 4e art. 8a, dotyczy sytuacji, gdy właściciel podnosi czynsz w wysokości nieprzekraczającej w danym roku kalendarzowym średniorocznego wskaźnika wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych. Taką podwyżkę uważa się zawsze za uzasadnioną i lokator nie może jej kwestionować.

    Drugi, przewidziany w ust. 4a art. 8a, dotyczy sytuacji, gdy właściciel nie uzyskuje z czynszu dochodów na poziomie zapewniającym pokrycie wydatków związanych z utrzymaniem lokum. Wtedy wolno mu podnieść czynsz i opłaty do tego poziomu, a także do poziomu zapewniającego zwrot kapitału i godziwy zysk.

    Lokator może zakwestionować podwyżkę przed sądem, a przede wszystkim, jeśli wysokość czynszu przekroczyła pułap 3 proc. wartości odtworzeniowej lokalu albo miałaby przekroczyć go po podwyżce, domagać się w piśmie przedstawienia mu „przyczyny podwyżki i jej kalkulacji” (art. 8a ust. 4).

    Z takim żądaniem, po otrzymaniu wypowiedzenia dotychczasowej wysokości czynszu, zwrócili się do właścicieli lokatorzy poznańskiej kamienicy. Nieprzedstawienie przez wynajmującego takiej kalkulacji na piśmie, w terminie 14 dni, powoduje nieważność podwyżki.

    W piśmie z czerwca 2007 r. właściciele wyszczególnili elementy nowej stawki czynszu i wskazali przyczyny podwyżki.

    Lokatorzy kwestionują

    Lokatorzy wystąpili do sądu z żądaniem ustalenia, że podwyżka jest zasadna do wysokości od 8,04 zł do 8,63 zł za mkw. Kwestionowali wysokość zwrotu kapitału oraz godziwego zysku jako elementów czynszu, a także zaliczenie niektórych wydatków do związanych z utrzymaniem lokalu.

    Sąd ustalił, że podwyżka jest uzasadniona do kwoty 12,05 za mkw. Wbrew twierdzeniom lokatorów uznał, że pismo z czerwca 2007 r. zawiera kalkulację, o jakiej mowa w art. 8a ust. 4 ustawy z 2001 r.

    Z wyrokiem tym nie zgodzili się lokatorzy trzech mieszkań, zarzucając błędną wykładnię tego przepisu.

    Sąd II instancji uznał, że w kwestii tej musi wypowiedzieć się SN. Ustawa o ochronie praw lokatorów nie definiuje pojęcia „kalkulacja podwyżki”. Uprawnienie lokatora do jej żądania ma go chronić przed dowolną, arbitralną i nieuzasadnioną podwyżką, a jednocześnie zapobiegać sporom na tym tle. Sąd II instancji w uzasadnieniu pytania prawnego wskazał, że pojęcie kalkulacji można rozumieć bardzo różnie: zarówno jako sumę składników z wyszczególnieniem pozycji kalkulacyjnych, jak i zespół czynności obliczeniowych, efekt obliczeń w ujęciu dynamicznym. Nie pozwala na sformułowanie jednolitej definicji kalkulacji również wiedza ekonomiczna czy z dziedziny rachunkowości.

    SN w odpowiedzi na pytanie prawne uznał, że kalkulacja podwyżki czynszu powinna zawierać wskazanie sposobu obliczenia tego z jego składników, który stanowi podstawę wypowiedzenia dotychczasowej wysokości czynszu. Nie jest zatem konieczne wskazywanie sposobu obliczenia także innych pozycji składających się na stawkę czynszu, jeśli nie wpłynęły one na podwyżkę.

    W praktyce przedmiotem sporu między lokatorami a prywatnymi właścicielami mieszkań jest niejednokrotnie właśnie zwrot kapitału i godziwy zysk. Zwrot kapitału w skali roku właściciel może ustalić na poziomie nie wyższym niż 1,5 proc. nakładów poniesionych przez właściciela na budowę lub zakup lokalu albo 10 proc. nakładów poniesionych przez niego na trwałe ulepszenie lokalu zwiększające jego wartość użytkową. „Godziwego zysku” natomiast żaden przepis nie definiuje.

    masz pytanie, wyślij e-mail do autorki

    i.lewandowska@rp.pl

    Gdy nie zależą od właściciela
    Ograniczenia w podwyższaniu czynszu i opłat, terminy wypowiedzenia, a nawet zasadniczo możliwość kwestionowania podwyżki przed sądem nie dotyczą podwyżek opłat niezależnych od właściciela, tj. za energię, gaz, wodę dostarczaną do mieszkania lokatora oraz za odbiór ścieków, odpadów i nieczystości ciekłych.

    Rzeczpospolita

  • Warszawa: Każą nam płacić za odłączony gaz

    Chociaż od grudnia nie mamy gazu, dostaliśmy rachunki za zużycie go w styczniu. Dodatkowo musimy płacić abonament. Jak tak można? – pytają się mieszkańcy kamienicy przy ulicy Oliwskiej 3A na Bródnie. Dostali rachunki po kilkaset złotych za zużycie gazu, choć instalacja jest odłączona.

    Kłopoty lokatorów kamienicy przy Oliwskiej opisywaliśmy w grudniu. Wtedy inspektorzy nadzoru budowlanego stwierdzili, że przewody kominowe są niedrożne i mogą spowodować katastrofę. Dlatego też półtora miesiąca temu gazownia musiała odciąć dopływ gazu do budynku. Mieszkańcy od tamtej pory ogrzewają swoje mieszkania piecami elektrycznymi i gotują na kuchenkach elektrycznych. A mimo to właśnie dostali rachunki za zużycie gazu, choć go nie używali!

    – Kiedy wczytaliśmy się w rachunek za styczeń, to zdębieliśmy. Mamy zapłacić 288 złotych za gaz, który do nas nie dotarł i dodatkowo opłatę przesyłową za styczeń! – mówią oburzeni Elżbieta (44 l.) i Jan (49 l.) Wierzbiccy z parteru. – Przecież to kompletny absurd! – skarży się.

    Rachunki dostali wszyscy lokatorzy kamienicy przy ulicy Oliwskiej.

    – Jak można żądać zapłaty za towar, którego się nie dostarczyło?! – mówi Tadeusz Jaworski (62 l.), który dostał rachunek opiewający na 362 zł! Jego sąsiad Zbigniew Wojnarowski (55 l.) ma do zapłacenia najwięcej, bo ponad 600 złotych. – Nie dość, że wystawili mi rachunek za nieistniejący gaz, to jeszcze mam zapłacić abonament – mówi pan Zbigniew.

    Super Express

  • Bialscy lokatorzy pójdą do sądu

    Zaostrza się konflikt pomiędzy mieszkańcami zasobów Zakładu Gospodarki Lokalowej w Białej Podlaskiej a zarządem spółki i władzami miasta. Tych pierwszych wspomaga poseł Adam Abramowicz. Jego zdaniem prezydent Andrzej Czapski obraża ludzi, twierdząc, że tylko po to chcą wykupić mieszkania na własność, żeby je zaraz z zyskiem sprzedać.

    W 2007 roku rada miasta ustaliła rabat na wykup przez właścicieli mieszkań praw własności. W efekcie lokal warty np. 100 tys. zł dotychczasowy najemca mógł kupić za kilka procent tej kwoty. W ten sposób, i z takim upustem, sprzedano 196 mieszkań. Jednak w 2009 roku prezydent miasta cofnął rabat, tłumacząc, że miasto traci na takim rozwiązaniu. Często bowiem już na drugi dzień odkupione tanio od miasta mieszkania sprzedawane są po cenie rynkowej, na czym zarabia się krocie. To wbrew prawu, bowiem nowy właściciel nie ma prawa dysponować takim mieszkaniem na wolnym rynku przez pięć lat od momentu uzyskania praw własności. Dlatego w ubiegłym roku nie sprzedano już żadnego mieszkania z upustem.

    Uchwała nie do podważenia

    W czym tkwi problem? W tym, że pozostali najemcy lokali ZGL również chcieliby wykupić swoje mieszkania z przysługującym upustem. Mają też pretensje, że nie zostali poinformowani o przekazaniu ich lokali jako aport (wkład) do nowo powołanej przez miasto spółki o nazwie Zakład Gospodarki Lokalowej sp. z o.o. To, że jest taki wymóg, potwierdzają prawnicy sejmowi w opinii wydanej na prośbę bialskiego posła Adama Abramowicza.
    Co innego jednak stwierdza wojewoda lubelska Genowefa Tokarska, do której trafiła skarga na uchybienie w sprawie powiadomień od dwojga mieszkańców zasobów ZGL. Wojewoda stwierdziła, że lokale te nadal znajdują się w zasobach miasta, gdyż spółka jest własnością miasta. Do przekazania więc nie doszło, a co za tym idzie niepotrzebne było informowanie o podejmowanych działaniach mieszkańców tych lokali. Obie opinie są całkowicie rozbieżne.
    Według Abramowicza uchwała rady miasta, o którą toczy się bój, obowiązuje już ponad rok. A to sprawia, że w polskim prawie staje się nie do podważenia. Poseł dodał, że wpływ na pozytywną opinię wojewody mogły mieć powiązania radnych rządzącej miastem koalicji w radzie miasta ze Stanisławem Romanowskim, kierownikiem bialskiej delegatury Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego.

    Spokojnie,nikt was nie wyrzuci

    To w biurze poselskim Abramowicza odbyło się 14 stycznia spotkanie, na które przyszło ponad 70 najemców lokali bialskiego ZGL. – Prezydent i tak sprzedawał mieszkania, komu chciał i kiedy chciał. Po fakcie pokrętnie tłumaczył, że nie wiedział czyje ono jest i komu sprzedaje – twierdził poseł. Miał nadzieję, że pod presją opinii publicznej i telewizji prezydent się ugnie i zmieni swoją decyzję. Ale nic takiego się nie stało. – Nie rozumiem argumentu miasta, żeby nie sprzedawać mieszkań ich najemcom. Ludzie mieszkają w tych lokalach po 30-50 lat. Nie wyprowadzą się. Są tam zameldowane kolejne pokolenia. Miasto i tak nie odzyska tych mieszkań na wolnym rynku. Ludzie przychodzą i skarżą się, że czynsze są wyższe w ZGL niż w spółdzielniach. Po co miastu ten kłopot? – pytał poseł.
    – A co będzie, jeśli prezydent albo ZGL nas wykupi? Wyrzuci nas wtedy – martwił się Tadeusz Krzywda. Jego sąsiadka pytała, po co w ogóle i czym jest ta cała spółka. – Dlaczego nie można się nigdzie dowiedzieć, kto jest w jej zarządzie – skarżył się z kolei Bogusław Bińkowski.
    Poseł tonował rosnącą temperaturę spotkania. – Państwo macie prawo pierwokupu. Spokojnie, nikt was z tych mieszkań nie wyrzuci. Prezydent nie ma prawa ich sprzedać, nie pytając was przedtem o chęć wykupienia na własność. A skład zarządu spółki można sprawdzić w Krajowym Rejestrze Sądowym. Jeśli ktoś sobie życzy, pomożemy to ustalić. To są jawne informacje – zapewniał Abramowicz.

    Odszkodowanie się należy

    – Państwa prawa zostały naruszone. Możecie ubiegać się o odszkodowanie – podpuszczał Abramowicz, wspierając się opinią prawników sejmowych. Chodzi o różnicę między wartością mieszkania z upustem i bez upustu, która może wpłynąć do kieszeni najemców. – Nie namawiam jednak do żadnych decyzji. Sami państwo musicie zdecydować, jakie kroki podejmiecie – stwierdził, przestrzegając przed „nieprzyjemnościami i kłopotami”, jeśli prezydent „wyśle do boju armię prawników”. – Rozstrzygnięcie procesu zawsze jest niepewne, a w wypadku przegranej można stracić pieniądze – mówił poseł. Wpisowe, żeby założyć sprawę, wynosi 5 procent wartości upustu, jaki miasto wycofało. Do tego koszt wynajęcia przez miasto prawnika, tj. około 10 tys. zł. – Gdy prezydent przegra, zapłaci to z naszych podatków. Gdy wygra, do tej osoby zapuka komornik, by odzyskać koszty, które poniosło miasto w procesie – podsumował Abramowicz. Dodał, że w tym przypadku nie można zastosować pozwu zbiorowego.
    Zachęcał natomiast, by zaskarżyć decyzję wojewody do sądu administracyjnego. – Opinie prawników sejmowych i wyroki innych sądów administracyjnych powinny pomóc to wygrać. Sąd orzeknie niezgodność uchwały z prawem, ale nie będzie mógł jej uchylić z uwagi na ponadroczny okres obowiązywania. Niby nic, ale z tym wyrokiem w walce o odszkodowanie powinno być już znacznie łatwiej – podsumował Abramowicz. Zobowiązał się, że pismo procesowe jego biuro wykona bezpłatnie. Lokatorzy musieliby się tylko zrzucić na opłatę na założenie sprawy.
    Według Abramowicza jest jeszcze jedno wyjście: – Zawsze możecie zmienić prezydenta. Wybory już za kilka miesięcy. Prezydent was obraża, twierdząc, że chcecie kupić te mieszkania tylko po to, żeby je zaraz z zyskiem sprzedać – zakończył spotkanie poseł.

    Mariusz Maksymiuk

    Słowo Podlasia

  • Zwrot kaucji wpłaconych przez lokatorów komunalnych

    Sprawy waloryzacji kaucji mieszkaniowej nadal budzą wiele wątpliwości i są przedmiotem licznych sporów pomiędzy właścicielami a lokatorami.
    W przeszłości różne były podstawy prawne żądania wpłacenia kaucji mieszkaniowej, której istotą było i jest zabezpieczenie właścicielowi ewentualnych roszczeń, powstałych w czasie trwania stosunku najmu. Nie zawsze podstawa do żądania wpłacenia kaucji wynikała z konkretnego zapisu ustawy. W wypadku braku takiej podstawy, żądanie wpłacenia kaucji wynikało z kodeksowej zasady swobody umów.

    Podstawę prawną obowiązującej zasady nominalizmu określa art. 358(1) § l Kodeksu cywilnego, stanowiący, że jeżeli przedmiotem zobowiązania od chwili jego powstania jest suma pieniężna, spełnienie świadczenia następuje przez zapłatę sumy nominalnej, chyba że przepisy szczególne stanowią inaczej. Przepis ten zawiera regułę prawną, w myśl której zapłata ma nastąpić w sumie nominalnej (to jest tej samej sumie, na jaką opiewał dług w chwili jego powstania), bez względu na to czy między chwilą powstania a chwilą wykonania zobowiązania doszło do obniżenia lub podwyższenia siły nabywczej pieniądza, mającego wpływ na jego wartość ekonomiczną. Zasada w nim przewidziana odnosi się do zobowiązań pieniężnych w sensie ścisłym, a więc takich, których przedmiotem od chwili powstania zobowiązania jest suma pieniężna.

    (więcej…)

  • Łódź: Antylokatorskie represje przy Drewnowskiej 60

    Jak informuje Express Łódzki, działajac na polecenie właścicielki posesji administrator zrujnowanej kamienicy przy Drewnowskiej 60 próbuje bezprawnie pozbyć się z budynku 22 zamieszkujących w nim rodzin. Administrator kamienicy, Mariusz Rosiak, chce zmusić lokatorów do opuszczenia mieszkań w przeznaczonej na sprzedaż kamienicy w ciągu najbliższych kilkunastu dni, uzyskał w tym celu zaświadczenie z Nadzoru Budowlanego że kamienica grozi zawaleniem. (więcej…)

  • Zaskarżymy miasto za ruinę

    Takiego procesu w Gdańsku jeszcze nie było. Mieszkańcy dwóch komunalnych kamienic we Wrzeszczu chcą pozwać władze miasta do sądu za… celową dewastację budynków. Twierdzą, że miasto od lat ich nie remontuje, a więc domy popadają w coraz większą ruinę.

    Sprawa dotyczy dwóch kamienic – przy al. Grunwaldzkiej 127 i 129 – w Gdańsku Wrzeszczu. Są tam mieszkania komunalne i komunalne lokale użytkowe. W kamienicy przy al. Grunwaldzkiej 127 mieści się m.in. salon sukien ślubnych.
    – Nigdy nie uzyskałam pomocy urzędników przy remoncie choć to lokal komunalny, wszystko opłacam sama – żali się Nina Neuman, właścicielka salonu. – W ciągu kilkunastu lat wpakowałam tu wiele tysięcy złotych. Ostatni kapitalny remont był kilka lat temu, a ze ścian już odpada farba, a w środku jest okropna wilgoć.

    (więcej…)

  • Bezpodstawne naliczanie długów przez ZGN

    Komitet Obrony Lokatorów coraz częściej otrzymuje sygnały o nieprawidłowym naliczaniu zaległego czynszu dla lokatorów, którzy zasiedzieli swoje lokale zgodnie z art. 30 ust. 2 Ustawy o ochronie praw lokatorów. Sprawa dotyczy lokatorów, którzy zamieszkiwali w swoich lokalach bez tytułu prawnego w latach 1991-2001. Na mocy Ustawy, zyskali oni automatycznie tytuł prawny do swoich lokali.

    Artykuł Ustawy mówi, że w czynsz w wysokości 3% wartości odtworzeniowej (obecnie nieco powyżej 13 zł dla Warszawy) jest naliczany od dnia nawiązania umowy najmu.

    Jednak Zakłady Gospodarowania Nieruchomościami potrafią naliczać czynsz wstecz, za okres przed podpisaniem umowy najmu. Jest to nieprawidłowe i należy się od tej decyzji odwoływać. Poniżej, zamieszczamy wzór takiego odwołania:

  • Kamienicznik Mossakowski daje kolejny dowód swej bezduszności

    Mieszkańcy kamienicy przy ul. Hożej 25 każ-dego dnia drżą o swoje bezpieczeństwo. Jej nowy właściciel wyburzył część ścian i osłabił konstrukcję budynku, który lada moment może się zawalić!

    Kamienica przy ul. Hożej 25 to obraz nędzy i rozpaczy. Na klatkach straszą ściany z odłupanym tynkiem, drzwi z dziurami po wyrwanych klamkach, popękane schody i sufity. Na parterze jest jeszcze gorzej – strop podtrzymują trzy kilkumetrowe stemple, w jednym z pomieszczeń na podłogę sączy się woda z uszkodzonej rury. Wszystko przez Marka M., właściciela kamienicy, który dwa lata temu przejął budynek. Najpierw podniósł lokatorom czynsz o 700 proc., a teraz, gdy walczą z tą podwyżką w sądzie, wyburzył m.in. wszystkie ściany działowe w piwnicach i niemal wszystkie na parterze. (więcej…)

  • Mieszkać z grzybem i lodem

    Pleśń na ścianie, uginający się sufit, z którego cieknie woda, zamarzające rury – lokatorzy z ul. Wileńskiej 3 od lat w takich warunkach czekają na zamianę mieszkań komunalnych.

    Wejście z bramy, dwupiętrowa rozsypująca się kamienica w praskim podwórku. – Kiedyś pięter było pięć, ale trzy wojna zmiotła – opowiada mieszkanka Elżbieta Kemfert. – Efekt? Permanentnie przeciekający dach – opowiada.

    Mieszkanie typu kołchoz. W jednym żyją trzy rodziny, wspólna jest łazienka, a z kuchni właściwie nikt nie korzysta. Każdy gotuje w pokoju. Zimno, bo woda w rurach zamarzła. A ściany lodowate, bo część mieszkań jest pusta, więc w ogóle nie są ogrzewane. – A jak grzejemy, oczywiście tylko prądem, bo pieców nie ma i gazu też, to zaraz korki wyskakują – mówi lokatorka. W takich warunkach mieszka od lat. – Już dziesięć lat temu obiecywano nam, że wkrótce dostaniemy inne mieszkania. A w ub.r. była komisja z administracji i stwierdziła, że lokale już właściwie nie nadają się do zamieszkania. A siedzimy kolejny rok – denerwują się lokatorzy.

    W dzielnicy tłumaczą, że budynek docelowo jest do wykwaterowania. – Jednak na razie jest tylko decyzja dotycząca Wileńskiej 5, która jest właśnie w trakcie wyprowadzania lokatorów – mówi naczelniczka Wydziału Lokalowego na Pradze-Północ Bogumiła Sosińska. Przyznaje, że przenosiny postępują wolno.

    – Ludzie chcą mieszkań z pełnym wyposażeniem, najlepiej w rejonie Pragi II. Dodatkowo często trzeba więcej lokali, bo teraz w jednym mieszka po kilka rodzin. To wszystko trwa – wyjaśnia naczelniczka i dodaje, że praskie lokale komunalne są stare, często bez wygód, w złym stanie technicznym. Takich ludzie nie chcą.

    Prascy urzędnicy przypominają, że ostatnio była przeprowadzana w dzielnicy inwentaryzacja budynków. – Eksperci wskazali takie, których nie warto remontować. Wszystkie, po uzyskaniu decyzji PINB-u, będą przeznaczone do wykwaterowania. Jest ich ok. 40 – wyjaśnia jeden z urzędników.

    W północnopraskim Zakładzie Gospodarowania Nieruchomościami, który administruje domami komunalnymi, przyznają, że styczeń jeszcze pogłębił kłopoty. – W ciągu ostatniego tygodnia mieliśmy ponad 130 alarmujących zgłoszeń o zamarzaniu rur. Teraz, gry mróz zelżał, zaczynają się zalewania. Stara Praga nie wytrzymuje takich sytuacji – przyznaje szefowa ZGN Bożena Salich. Uspokaja jednak, że wykwaterowania są prowadzone.

    – I na Wileńskią 3 przyjdzie kolej – mówi zastępca dyrektora ZGN Cezary Szajewski. – Ekspertyza wykazała, że budynek jest do wyburzenia. Skończymy wyprowadzkę ludzi z „piątki”, to pewnie zaczniemy „trójkę”. Lokatorzy tracą cierpliwość. Szukają pomocy u radnych.

    – Mieszkanie w takich warunkach naprawdę uwłacza ludzkiej godności – mówią zdenerwowani. A dodatkowo wskazują na koszty. – Za sam prąd zimą płacę miesięcznie 1200 zł – mówi Elżbieta Kemfert. To właściwie mieszkanie już bym za to wynajęła, i to samodzielne.

    Monika Górecka-Czuryłło
    Życie Warszawy