Autor: admin

  • Firma Gerente/Prometeusz szykuje eksmisje

    Wezwanie na rozprawę eksmisyjną – taki noworoczny prezent od właścicieli swojego budynku przy ul. Jagiellońskiej 27 na Pradze Północ dostała 82-letnia mieszkanka Warszawy.

    Kobieta przyznaje, ze nie płaciła podwyższonego przez nowych właścicieli zreprywatyzowanego budynku czynszów. Ale, jak dodaje, myślała, że nie musi, bo lokatorzy zaskarżyli ich wysokość a sprawa sądowa cały czas trwa.

    Zaleganie z opłatami czynszowymi to oficjalna przyczyna wniosku o eksmisję pani Janiny Kozłowskiej. Ma płacić co miesiąc 1000 złotych, a emerytury ma… 1260. Do tego rachunki, leki i ciągły problem skąd wziąć na jedzenie. Codziennie mnożą się problemy. Teraz w życiu 82-letniej kobiety pojawił się jeszcze jeden…

    Już ponad rok temu lokatorzy budynku pani Janiny zaskarżyli podwyżki czynszu do sądu. – jeżeli sprawa jest w toku i nie ma prawomocnego wyroku, to lokatorzy powinni płacić taki czynsz, jaki płacili przed zaskarżeniem – uważa Marek Jasiński z Komitetu Obrony Lokatorów. Ale jak argumentuje reprezentujący właściciela spółkę Prometeusz, mecenas Piotr Wocial, to wcale nie blokuje sprawy eksmisyjnej: – jeżeli lokatorzy uważają, że te sprawy mają jakikolwiek związek, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby taki argument przedstawili w sądzie. Ja mam obowiązek, jako pełnomocnik mojego klienta, złożyć wniosek eksmisyjny do sądu. Dalej wszystko pozostaje w rękach sądu.

    Po wielu latach starań dzielnica wreszcie przyznała kobiecie prawo do lokalu socjalnego. Problem w tym, że w kolejce przed panią Janiną jest ponad 200 rodzin. W praktyce oznacza to kilka, a nawet kilkanaście lat czekania. Po naszym telefonie urzędnicy zapowiedzieli jednak, że na najbliższej komisji mieszkaniowej kobieta zostanie przesunięta na początek listy oczekujących. Problemem może okazać się ewentualne zadłużenie. Bo jeżeli sąd uzna, że podwyżki czynszów były zgodne z prawem, emerytka będzie musiała zapłacić właścicielom budynków nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

    Autor: Joanna Adamska/RDC

  • Komitet Obrony Lokatorów otrzymał odpowiedź na postulaty lokatorskie

    W październiku ub. r., działacze organizacji lokatorskich wtargnęli do biura Prezydent Miasta, Hanny Gronkiewicz-Waltz, domagając się realizacji postulatów lokatorskich. Pani Gronkiewicz-Waltz nie było w biurze, ale obecny był wiceprezydent Warszawy, pan Andrzej Jakubiak.

    Podczas spotkania, władzom miasta została wręczona lista postulatów, dostępna poniżej:

    W dniu 20 grudnia 2010 r., pan Jakubiak wysłał odpowiedź zaadresowaną do Komitetu Obrony Lokatorów, którą udostępniamy tutaj:

    Jak można się spodziewać, urzędnik bardziej próbuje uzasadnić istniejącą politykę lokalową miasta, zamiast szukać rozwiązań problemów. Niektóre wymienione przez niego rozwiązania, jak chociażby udostępnienie przez Władze Miasta listy nieruchomości objętych roszczeniami, są wynikiem długotrwałej kampanii nacisku organizacji lokatorskich, a nie inicjatywą władz.

  • Działacze KOL odwiedzili Wilczą 43

    stop-eksmisjomW zeszłą niedzielę, działacze Komitetu Obrony Lokatorów odwiedzili kamienicę przy ul. Wilczej 43 w Warszawie, w której przed świętami doszło do dzikiej eksmisji jednego z lokatorów.

    Członkowie KOL wrzucili do wszystkich skrzynek na listy ulotkę informującą o prawach lokatorów opartą na poradach prawnych publikowanych na stronie KOL. W bramie działacze spotkali również panią Ferguson – ostrzegając ją o czekających ją kłopotach z organizacjami lokatorskimi, które monitorują łamanie prawa przez kamieniczników. Zrobiono również zdjęcia przedmiotów należących do lokatora, które zostały wystawione na śmietnik.

    Napotkani lokatorzy wyrazili żywe zainteresowanie i na własną rękę kserowali dalej ulotki. Niektórzy z nich zgłosili się na dyżur Komitetu, który szczegółowo wyjaśnił prawa lokatorów kamienic reprywatyzowanych i zajął się pomocą w składaniu wniosków o lokal komunalny. Jak się okazało, pani Ferguson nie jest właścicielem kamienicy zapisanym w księgach wieczystych – formalnym właścicielem jest nadal Miasto st. Warszawa. Pomimo to, prezydent miasta Piskorski przekazał w 1991 r. kamienicę w administrowanie osobom podającym się za spadkobierców – zanim jeszcze doszedł do skutku proces reprywatyzacyjny.

    Test ulotki rozdanej lokatorom przez działaczy KOL:

  • Rembertów: Wojciech Radoszewski – kolejny kamienicznik bez sumienia nęka lokatorów

    Przedsiębiorca z Torunia Wojciech Radoszewski kupił kamienicę w warszawskim Rembertowie i odciął wodę i gaz lokatorom. Dodatkowo, wynajął firmę ochroniarską, by pilnowała zaworów, by uniemożliwić ponowne podłączenie mediów. Urzędnicy, jak zwykle, nie pomagają w takich sytuacjach lokatorom, mimo, że lokatorzy otrzymali skierowania kwaterunkowe do tych lokali od gminy. W przypadku sprzedaży miejskiej kamienicy, gmina jest zobowiązana do zapewnienia lokali zamiennych. Tak się jednak nie stało.

    – Nie przypuszczałam, że na stare lata będę przechodzić przez coś takiego – mówi Krystyna Galon. Ma 75 lat, porusza się o kulach, cierpi na przewlekłe choroby. Nie ma wody i gazu. – Właściciel chce się nas w ten sposób pozbyć, ale dokąd mamy iść? – pyta.

    Mieszka z mężem, córką i trójką wnucząt w starym domu przy ul. Kacpury w Rembertowie. To dwa pokoje. Rodzina wprowadziła się tam 35 lat temu. Wtedy było to mieszkanie kwaterunkowe. W 1999 r. kamienicę kupił Wojciech Radoszewski, przedsiębiorca z Torunia. Mieszka w niej jeszcze samotna matka z dzieckiem i syn właściciela.

    – Chodzę po sądach, na policję, do urzędu dzielnicy, ale nic z tego nie wynika – pani Krystyna pokazuje plik dokumentów.

    Wodę Radoszewski zakręcił dwa lata temu. Rodzina wezwała wtedy policję. Od tamtej pory odbyło się kilka rozpraw. W lutym 2010 r. sąd nakazał natychmiastowe podłączenie wody. – Do dziś chodzimy z wiaderkami kilkaset metrów do pompy miejskiej. Pranie wozimy do rodziny. Kąpiel jest raz w tygodniu – wymienia Krystyna Galon. – Ale to nie wszystko. W listopadzie 2009 r. właściciel odłączył nam też gaz. Podobno instalacja była nieszczelna i groziło wybuchem.

    Jednak lokatorka ma wątpliwości. Jak się okazało, ekspertyzę w tej sprawie sporządził inżynier z Torunia. – Dlaczego aż stamtąd? To w Warszawie nie ma nikogo, kto się na tym zna? – pyta. – Fachowiec stwierdził ogromne stężenie gazu. Niby takie wielkie zagrożenie, a właściciel dopiero dzień później zadzwonił do gazowni, by zakręcili gaz?

    Lokatorzy wskazywali w ekspertyzie na nieścisłości, ale sąd uznał ją za wiarygodną. – Czytam, że przewody gazowe w piwnicy są w bardzo złym stanie, pokryte rdzą, ale przecież tam nie ma instalacji gazowej – dziwi się Zbigniew Galon, mąż pani Krystyny. Ona dodaje: – Właściciel chciał nam odciąć jeszcze prąd. Powód ten sam: instalacja w złym stanie. Elektrycy jednak tego nie potwierdzili.

    Mimo że jest wyrok w sprawie wody, lokatorzy sami nie mogą jej podłączyć. Zawór znajduje się w piwnicy, a właściciel zmienił zamki i zainstalował alarm. – Wynajął też firmę ochroniarską. Dzielnicowy przestrzegł mnie, że jeśli spróbuję dostać się do zaworów, będzie to włamanie – mówi Zbigniew Galon.

    Na kamienicy oprócz informacji o firmie ochroniarskiej wiszą ostrzeżenia, że budynek grozi zawaleniem. – I co? Właściciel nie boi się o syna? – pyta Krystyna Galon. – Sąsiedzi, jak te tabliczki zobaczyli, nie mogli się nadziwić. Bo właściciel zdążył ocieplić kamienicę i nagle okazało się, że wszystko się wali.

    Rembertowscy urzędnicy znają problem, ale rozkładają ręce. – To prywatna własność. Sprawa między właścicielem a najemcami – stwierdza Katarzyna Sobczak, naczelniczka wydziału zasobów lokalowych. – Możemy wpływać na właściciela, ale kontakt z nim jest trudny. Nie ma współpracy.

    Wojciech Radoszewski, właściciel domu, mówi, że wodę zakręcił, bo rodzina Galonów nie płaci ustalonego czynszu. Zamiast 450 zł dostaje od niej 250 zł. – Zresztą to moja woda, mam prywatną studnię.

    Krystyna Galon: – Czynsz płaciłam całe życie. Umówiliśmy się, że za własne pieniądze mam opróżniać szambo i wywozić śmieci. I te kwotę potrącam z czynszu. Zresztą, tu nie o pieniądze chodzi.

    Właściciel kamienicy mówi bowiem, że wody wcale nie musi podłączać. Wyrok jest wydany na niego, a on nie jest stroną postępowania. Kto nim więc jest? – Moja firma. Ja tam nawet nie mieszkam – rzuca.

    Pytany, czy nie boi się o bezpieczeństwo syna, odpowiada. – Syn mieszka na parterze, a zagrożony jest strych. Jak się zawali, to poleci na lokatorkę na piętrze.

    Krystyna Galon: – Lokatorzy z kwaterunku są właścicielowi nie na rękę, ale jak kupował dom, to wiedział, że bierze go z nami. Myślał, że szybko nas się pozbędzie, ale ja tak łatwo się nie dam, bo nie mam dokąd pójść z rodziną.

    Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

  • Na jakich warunkach prywatny właściciel może eksmitować lokatora?

    Eksmisja z lokalu, także w kamienicach zreprywatyzowanych, jest uregulowana przepisami Ustawy o ochronie praw lokatorów. Działania kamieniczników są ściśle ograniczone prawem, a gdy prawo jest łamane, lokatorzy powinni ostro się temu sprzeciwić.

    Jednym z przypadków jawnego złamania praw lokatorów są niedawne działania właścicielki kamienicy przy ul. Wilczej 43. Jej bezprawne działania polegały na włamaniu się do mieszkania i usunięciu rzeczy należących do lokatora, choć umowa najmu nie została wypowiedziana i nie przeprowadzono pozwu o eksmisję. Te działania były więc zupełnie bezprawne.

    Jak wynika bowiem z Ustawy o ochronie praw lokatorów (art. 11), wypowiedzenie najmu musi – pod rygorem nieważności – nastąpić na piśmie, z podaniem przyczyny wypowiedzenia i z zachowaniem przynajmniej miesięcznego terminu wypowiedzenia w przypadku, gdy lokator jest w zwłoce z zapłatą czynszu za trzy pełne okresy płatności.

    W przypadku lokatora usuniętego przez panią Annę Ferguson, lokator zalegał jedynie za dwa okresy płatności i nie otrzymał pisemnego wypowiedzenia umowy najmu.

    Wypowiedzenie umowy najmu w przypadku, gdy lokatorzy uiszczają na bieżąco czynsz, jest możliwe z zachowaniem 6 miesięcznego terminu wypowiedzenia jeśli właściciel zamierza zamieszkać w należącym do niego lokalu. Jednak właściciel musi w takim przypadku zapewnić lokal zamienny, czyli lokal znajdujący się w tej samej miejscowości, wyposażony w co najmniej takie same urządzenia techniczne, w jakie był wyposażony lokal używany dotychczas, o powierzchni pokoi takiej jak w lokalu dotychczas używanym. Obowiązek zapewnienia lokalu zamiennego oraz pokrycia kosztów przeprowadzki spoczywa na właścicielu budynku.

    Właściciel kamienicy nie może jednak twierdzić, że zamierza zamieszkać we wszystkich należących do niego lokalach jednocześnie. Zdarza się, że wielu lokatorów otrzymuje zawiadomienie o takiej treści od kamienicznika – łatwo to jednak podważyć przed sądem, jeśli lokatorzy udostępnią sobie dokumenty wysłane do każdego z nich przez właściciela kamienicy.

    Jeżeli właściciel kamienicy nie zamierza dostarczyć lokalu zamiennego, termin wypowiedzenia umowy najmu wynosi 3 lata – również jedynie w przypadku, gdy właściciel zamierza zamieszkać w należącym do niego lokalu. W przeciwnym wypadku, musi zapewnić lokal zamienny.

    Należy pamiętać, że nawet jeśli wszystkie warunki wypowiedzenia umowy najmu zostały spełnione, właściciel kamienicy nie ma prawa usunąć lokatora siłą nie mając nakazu eksmisji wydanego przez sąd.

  • Eksmisja tuż przed wigilią

    Święta na klatce schodowej? Przed taką perspektywą stanął mężczyzna wynajmujący mieszkanie przy ulicy Wilczej. Dwa dni temu właścicielka mieszkania wystawiła mu rzeczy na korytarz i wymieniła zamki. Lokator miał umowę najmu na 10 lat, ale zalegał z opłatą za 2 miesiące.

    Trzydziestoletni mężczyzna ze łzami w oczach przegląda swój dobytek na klatce schodowej. Kiedy przedwczoraj nie mógł się dostać do mieszkania, nie spodziewał się takiego scenariusza.
    Zalegał z czynszem

    – Kiedy wróciłem z pracy, zastałem zmienione zamki. Zadzwoniłem na policję, zgłosiłem włamanie – mówi Jarosław Jakubowski, do wczoraj mieszkaniec kamienicy przy ul. Wilczej.
    Jednak to nie było włamanie. Zamki w drzwiach mieszkania zmieniła właścicielka kamienicy, bo Jarosław Jakubowski spóźnił się z opłatą czynszu – niecałe dwa miesiące.
    Ozdoby na korytarzu
    Noc pan Jaubowski spędził u znajomych, a następnego dnia okazało się, że właścicielka kamienicy nie tylko zmieniła zamki w drzwiach, ale wszystkie rzeczy mężczyzny wyrzuciła na korytarz. Dwa dni przed Wigilią. Najbardziej za serce ściskają schowane do kartonu ozdoby choinkowe, których pan Jarosław w tym roku nigdzie już nie powiesi.
    Z właścicielką kamienicy nie ma już dyskusji. Mimo iż mężczyzna sam wyremontował zniszczoną kawalerkę, za kilkusetzłotowy dług kara jest bezwzględna i nieodwołalna.
    „To nie jest człowiek”
    – To jest jakaś choroba psychiczna. Ten pan nie rozumie, że jak się u kogoś mieszka, to się płaci – mówi Anna Ferguson, właścicielka kamienicy.
    Historia budynku przy Wilczej jest dużo bardziej zagmatwana. Kamienica w PRLu została przejęta na mocy dekretu Bieruta. Teraz została zwrócona prawowitym właścicielom. Czynsze od razu skoczyły. Czy można tak człowieka dwa dni przed świętami wyrzucić? – Ale to nie jest człowiek – odpowiada Anna Ferguson.
    Bronią go sąsiedzi
    Po stronie Jarosława Jakubowskiego murem stanęli sąsiedzi. Przyznają, że po tej historii boją się, czy niedługo także i ich coś podobnego nie spotka. – Powiedziała, że ona może wejść do każdego mieszkania i zrobić, co jej się chce – mówi Krystyna Styk, mieszkanka kamienicy przy ul. Wilczej.
    Eksperci twierdzą jednak, że to, co wydarzyło się na Wilczej, było złamaniem prawa. Bo mimo iż mężczyzna zalegał z czynszem, nie można go tak poprostu wyrzucić na bruk.
    – Jeżeli ktoś się włamuje do czyjegoś lokalu bez wypowiedzenia najmu, nawet jeśli ten człowiek jest zadłużony, powinnien dostać najpierw wypowiedzenie najmu, a potem ewentualnie sprawa sądowa i komornik – Marek Jasiński, Komitet Obrony Lokatorów.
    Sam powinien zmienić zamki
    Oprócz sądu jest jeszcze jedno wyjście z tej sytuacji. Według prawników, Jarosław Jakubowski może wrócić do mieszkania, wyłamując zmienione już zamki. – Jeżeli drzwi zostały wyłamane i zmanienione zamki przez osobę naruszającą posiadanie, to poszkodowany może również te zamki wymienić i wrócić do tego mieszkania – tłumaczy dr Krystyna Krzekotowska, ekspert ds. prawa lokalowego z Uczelni Łazarskiego.
    Materiał wideo TVN Warszawa:
    Michał Tracz
  • Tajna reprywatyzacja hula w Warszawie

    Majątek wart 20 mld zł ratusz woli oddawać po cichu Urzędnicy podlegli Hannie Gronkiewicz-Waltz łamią ustawę o dostępie do informacji publicznej.

    Czy to prawda, że na zwrotach najatrakcyjniejszych nieruchomości warszawskich, zabranych tzw. dekretem Bieruta, najwięcej zyskują często nie prawowici spadkobiercy poszkodowanych przedwojennych właścicieli, lecz zorganizowane grupy osób skupujące roszczenia reprywatyzacyjne za bezcen?

    Informacje pozwalające zadać takie pytanie dotarły do „PB” już kilka miesięcy temu. Zweryfikowanie ich byłoby możliwe z pomocą miejskich urzędników, ci jednak robią wszystko, by utrudnić nam pracę. Posunęli się nawet do złamania ustawy o dostępie do informacji publicznej.

    Z naszych ustaleń wynika, że w Warszawie działa co najmniej kilka grup osób specjalizujących się w zarabianiu na reprywatyzacji. Ich członkowie (w tym co najmniej jedna osoba skazana prawomocnie za oszustwo) mają dobry dostęp do baz danych, co pozwala im na dotarcie (także za granicą) do spadkobierców właścicieli kamienic i działek w najlepszych punktach stolicy.

    Nasi informatorzy twierdzą też, że niektóre z tych osób mają niestandardowo dobre kontakty z urzędnikami wydziału spraw dekretowych. Ich wątpliwości wzbudza też to, że w niektórych przypadkach zwracane są nie tylko działki, ale też wybudowane na nich kamienice, choć te
    w czasie wojny miały zostać doszczętnie zniszczone.

    Więcej na: http://www.pb.pl/2/a/2010/12/17/Tajna_reprywatyzacja_hula_w_Warszawie

  • Odszkodowanie za bezumowne korzystanie z lokalu

    Bezumowne korzystanie z lokalu mieszkalnego stało się powszechnym faktem nie tylko w Warszawie, ale także i w innych częściach kraju. W tej sytuacji znalazło się wielu polskich najemców, czasami wręcz całe rodziny.

    Rodzi się zasadnicze pytanie: czy takie rozwiązanie powinno być stanem trwałym i czy komuś na tym zależy, a w szczególności kto na takim rozwiązaniu najwięcej korzysta?

    Zapewnienie potrzeb mieszkaniowych lokalnej społeczności ciąży na samorządzie gminnym. Z kolei zgodnie z art. 75 Konstytucji RP władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli.

    Wyrazem dążeń do realizacji tej polityki w zamierzeniu ustawodawcy była Ustawa o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy oraz o zmianie Kodeksu cywilnego z dnia 11.06.2001 r. Wprowadzenie nowej ustawy wymusiła nowa sytuacja społeczno-gospodarcza. Innym jednak zamierzeniem ustawy była lepsza ochrona lokatorów oraz wzmocnienie stabilności stosunku najmu.

    W ostatnich latach nastąpiło osłabienie możliwości płatniczych wielu najemców. Dodatkowo sytuację pogorszyły podwyżki stawek czynszu wprowadzone przez polskie gminy i miasta, w tym Miasto Stołeczne Warszawa. W 2009 r. w Warszawie dokonano podwyżek stawek czynszu. Nowe stawki stały się często wyższe przeciętnie o około 200-300% w stosunku do stawki jaka obowiązywała przed podwyżką.

    W wyniku tych podwyżek wielu lokatorów utraciło najem zajmowanych dotychczasowych lokali, ale nadal zamieszkuje w tych samych lokalach. Zmieniły się jedynie zasady finansowe. Pojawia się w związku z tym pytanie: czy taka sytuacja powinna mieć miejsce? Komu zależy na tym, aby taki stan niepewności trwał?

    Na przykładzie uchwały Rady Miasta Stołecznego Warszawy z 02.10.2008 r., która powierzyła ustalenie stawek czynszu prezydentowi Warszawy, w Warszawie za 1 m2 powierzchni mieszkania lokatorzy płacą 6-7 zł, natomiast osoby zajmujące lokal bez tytułu prawnego płacą za 1 m2 powierzchni mieszkania 17-18 zł tzw. odszkodowania za bezumowne korzystanie z lokalu.

    Stawka maksymalna odpowiada 3% wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m2 powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych określonego przez Wojewodę Mazowieckiego dla m.st. Warszawy. Wydaje się zatem, że stosowanie maksymalnej stawki czynszu do odszkodowania za bezumowne korzystanie z lokalu jest mocno wątpliwe i niezgodne z zapisami ustawy o ochronie praw lokatorów.

    W art. 18 ust. 2 w/w ustawy uznaje się, iż odszkodowanie za zajmowanie lokalu bez tytułu prawnego, odpowiada wysokości czynszu, jaki właściciel mógłby otrzymać z tytułu najmu lokalu. Jeżeli odszkodowanie nie pokrywa poniesionych strat właściciel może żądać od lokatora odszkodowania uzupełniającego.

    Zatem, aby pobierać maksymalny czynsz za używanie lokalu bez tytułu prawnego właściciel musiałby wykazać szkodę, jaka powoduje uszczerbek w jego majątku z tego tytułu, że lokator zamieszkuje bez tytułu prawnego. W praktyce właściciel nie wykazałby szkody, albowiem, gdyby zawarł umowę najmu, najemca zapłaciłby stawkę czynszu w wysokości określonej przez Prezydenta Warszawy.

    W mojej ocenie takie stanowisko jest prawidłowe, a wszelkie próby naliczania akurat tej jednej grupie osób maksymalnych stawek, niczym nie uzasadnionych jest naruszeniem prawa.

    Istnieją różne metody rozwiązywania konfliktu z lokatorami. Wszystkie możliwości powinny być wykorzystane, aby zawrzeć z lokatorem umowę najmu. Tylko taka sytuacja wyraża się normalnością i dążeniem do stabilizacji w polityce lokalowej polskich miast.

    Adam Zych

  • Warszawa: Spotkanie Komitetu Obrony Lokatorów

    spotkanie-lokatorow-praga-pol-b2W piątek w Warszawie w dzielnicy Praga Południe, odbyło się spotkanie lokatorskie zorganizowane przez Komitet Obrony Lokatorów. Celem spotkania było zapoznanie lokatorów mieszkających w kamienicach zagrożonych reprywatyzacją z sytuacją, która może ich czekać w niedalekiej przyszłości. W ubiegłych tygodniach, działacze Komitetu roznosili ogłoszenia do kamienic, wobec których toczą się postępowania reprywatyzacyjne wszczęte przez spadkobierców dawnych właścicieli (lub ludzi, którzy się za nich podają). Komitet otrzymał listę takich kamienic od urzędników miejskich.

    Na spotkaniu obecnych było około 100 osób, które były żywo zainteresowane informacjami, jak można uzyskać więcej informacji na temat osób, które starają się odzyskać nieruchomość, jak walczyć z podwyżkami czynszów i jak opóźniać i utrudniać proces reprywatyzacji. Działacze Komitetu wspomnieli o zablokowaniu reprywatyzacji kamienicy przy ul. Targowej 64, dzięki czemu 130 rodzin nadal płaci czynsz w wysokości komunalnej i nie jest zagrożonych eksmisjami. Jako przykład skuteczności społecznych działań podano również zablokowanie nowelizacji Ustawy o ochronie praw lokatorów.

    Wiele spośród obecnych osób wyraziło chęć dalszego działania z Komitetem Obrony Lokatorów.

  • Jak właściciele mieszkań mogą zapobiec podwyższeniu funduszu remontowego

    Mieszkańcy domów reprywatyzowanych rzadko kiedy mają możliwość wykupienia swoich lokali. Choć postępowania reprywatyzacyjne toczyły się często już od 1948 r. (wtedy spadkobiercy właścicieli mogli składać tzw. „wnioski dekretowe” by uzyskać dzierżawę wieczystą gruntów zabranych na mocy Dekretu Bieruta), urzędnicy nie byli skorzy do udzielania takiej informacji.

    Lokatorzy takich kamienic nie mieli jednak możliwości wykupu lokali znajdujących się w tych kamienicach. Najczęściej słyszeli, że odmowa sprzedaży lokali podyktowana jest „złym stanem technicznym budynku”, „istnieniem drewnianych stropów” lub innymi względami, które miały rzekomo blokować sprzedaż lokali.

    W momencie reprywatyzacji budynku, nie wiadomo jednak kto znajduje się w gorszej sytuacji – ci, którzy mieli możliwość wykupienia swoich lokali i stali się członkami Wspólnoty Mieszkaniowej wraz z nowym właścicielem kamienicy, czy lokatorzy, którzy nigdy nie wykupili lokali.

    Dlaczego?

    Otóż zwykli najemcy są chronieni przepisami Ustawy o ochronie praw lokatorów, która m.in. zabrania wprowadzania podwyżek czynszu częściej niż raz na 6 miesięcy. Właściciele lokali nie płacą czynszu, ale płacą zaliczki na eksploatację i fundusz remontowy. A wysokość tych zaliczek nie jest w żaden sposób ograniczona. W jednym przypadku znanym Komitetowi Obrony Lokatorów, wysokość zaliczki na fundusz remontowy wynosił 3 tys. zł! Kamienicznicy, którzy przejęli większość udziałów w kamienicach w drodze reprywatyzacji, podnoszą fundusz remontowy uchwałą Wspólnoty Mieszkaniowej, by sztucznie zadłużyć właścicieli lokali. Gdy dług będzie odpowiednio wysoki, właściciel kamienicy może zlicytować ich lokale.

    Jest jednak sposób by uniemożliwić tego typu manipulacje spadkobiercom właścicieli. Gdy jakiś właściciel ma ponad 51% udziałów w nieruchomości, istnieje możliwość zmiany zasad głosowania we Wspólnocie Mieszkaniowej z głosowania udziałami na głosowanie według zasady 1 właściciel=1 głos.

    W Art. 23 ust. 2a Ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali istnieje następujący zapis:

    „Jeżeli suma udziałów w nieruchomości wspólnej nie jest równa 1 albo większość udziałów należy do jednego właściciela bądź gdy obydwa te warunki spełnione są łącznie, głosowanie według zasady, że na każdego właściciela przypada jeden głos, wprowadza się na każde żądanie właścicieli lokali posiadających łącznie co najmniej 1/5 udziałów w nieruchomości wspólnej.”

    Tak więc właściciele lokali w reprywatyzowanej kamienic mają szansę zablokować uchwały podwyższające fundusz remontowy i w ten sposób uchronić się przed znaczącą podwyżką funduszu remontowego i eksploatacyjnego.