Autor: admin

  • Poznań: Tzw. „kontenery socjalne” nie spełniają wymogów pobytu ludzi

    W ubiegłym roku zapowiadano, że w styczniu do 10 kontenerów socjalnych ustawionych przy ulicy Średzkiej wprowadzą się pierwsi trudni lokatorzy. Mamy luty, a kontenery wciąż stoją puste. Okazuje się, że nie spełniają wszystkich wymogów prawa budowlanego.

    W listopadzie, po miesiącach walki o lokalizację, 10 kontenerów socjalnych trafiło na teren przy ulicy Średzkiej. Zapowiadano wówczas, że pierwsi trudni lokatorzy zamieszkają tu już w styczniu.

    – W tej chwili czekamy na pozwolenie na użytkowanie lokali, które musi nam wystawić Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego – tłumaczy Jarosław Pucek, dyrektor Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. – Po kontroli okazało się, że pewne rzeczy trzeba poprawić. Gdy to zrobimy, będziemy musieli ponownie wystąpić do PINB z wnioskiem o pozwolenie na użytkowanie – dodaje.

    Jak się okazuje te „pewne rzeczy” to stosunkowo poważna sprawa. – Wniosek o pozwolenie na użytkowanie wycofano ze względu na pewne mankamenty – mówi Paweł Łukaszewski, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego. – Nasze zastrzeżenia obejmują jedną zasadniczą kwestię. Zgodnie z prawem budowlanym przed wejściem do budynku mieszkalnego powinien być przedsionek albo specjalna kurtyna powietrzna – tłumaczy. – Bez nich następowałoby szybkie wyziębienie pomieszczeń. W kontenerach pewne przedsionki są, ale nie do końca zapewniają izolację.

    PINB podkreśla, że inwestor musi teraz spełnić ten warunek. – Nie narzucam sposobu na to, jak spełnić te warunki. To już zależy od inwestora – zapewnia. – My przystąpimy do kontroli kontenerów dopiero wtedy, gdy takie przedsionki lub kurtyny powietrzne się pojawią – kończy.

    W tej chwili na liście mężczyzn, którzy mogliby zamieszkać w kontenerach znajduje się 19 nazwisk. Zamieszkanie w kontenerze nie oznacza, że osoba, która tu trafiła spędzi w nim resztę życia. – Oczywiście, jeśli będzie widać poprawę zachowania, tacy mieszkańcy będą mogli liczyć na przeniesienie do tradycyjnego lokalu socjalnego – wyjaśnia Pucek.

    Kontenery socjalne od momentu podjęcia przez miasto decyzji o ich zakupie budzą kontrowersje wśród poznaniaków. Wielokrotnie zmieniano lokalizację, w której miałoby powstać osiedle z nich złożone. Problemem byli zawsze okoliczni mieszkańcy, którzy nie chcieli godzić się na sąsiedztwo „trudnych lokatorów”.

    O to, by w Poznaniu nie powstało „getto” (bo tak nazywają osiedle anarchiści) walczył też Rozbrat i działacze społeczni. Negatywnie o pomyśle wypowiadali się przedstawiciele Fundacji Barka.

    http://epoznan.pl/news-news-30503-Kontenery_bez_lokatorow_nie_spelniaja_wymogow

  • Partia premiuje nieudolnych burmistrzów

    Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz nagrodziła burmistrzów z Platformy Obywatelskiej, nawet tych z fatalnymi wynikami finansowymi. Nagrody dla burmistrzów, które prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz przyznaje co kwartał, są uznaniowe. Jak wynika z zestawienia , najwyżej premiowani są zaufani burmistrzowie pani prezydent, najniżej – ci niewywodzący się z PO. Takich jest w stolicy czterech – wszyscy na końcu listy.

    Prezydent Warszawy nie chce ujawnić, jaką kwotę komu przyznała, zasłaniając się przepisami o ochronie danych osobowych. Udostępniła je tylko jednemu z radnych dopiero po jego interpelacji, zastrzegła jednak, że to dane tajne. Utajnienie dokumentu nie dziwi. Nagrody dla burmistrzów i wiceburmistrzów warszawskich dzielnic pochłonęły w 2011 r. półtora miliona złotych.

    Najwyższą nagrodę – 36 tysięcy złotych – dostał burmistrz Pragi-Północ Piotr Zalewski. To prawie dwa razy więcej niż najniższa premia przyznana Piotrowi Guziałowi z Ursynowa. Tyle tylko, że ten drugi miał najwyższą w stolicy wykonalność budżetu – 114 proc. planowanych dochodów, a burmistrz Pragi-Północ poradził sobie z planem budżetu tylko w 80 proc., czyli najgorzej ze wszystkich. Gdyby zastosować kryterium efektywności, rozkład premii powinien być dokładnie odwrotny.

    Za: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,11112901,PO_hojnie_oplaca_swoich__czyli_Gronkiewicz_Waltz_przyznala.html

  • Właściciel odcinający dostęp do mediów może być ścigany karnie

    Nieuczciwi właściciele kamienic, próbujący się pozbyć lokatorów przez odcinanie dostępu do wody, gazu i energii elektrycznej, łamią przepisy prawa.

    W przypadku stwierdzenia podobnych naruszeń ze strony właściciela budynku, koniecznie należy napisać doniesienie do Prokuratury, powołując się na Prawo Budowlane.

    Ustawa z dnia 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane, nakłada na właściciela budynku (Art. 61 ust. 1) obowiązek zaopatrzenia budynku w wodę i energię elektryczną oraz, odpowiednio do potrzeb, w energię cieplną i paliwa, oraz do usuwania ścieków, wody opadowej i odpadów. (Art. 5 ust. 2)

    Art. 91a tej samej Ustawy stwierdza, że kto nie spełnia, określonego w art. 61, obowiązku utrzymania obiektu budowlanego w należytym stanie technicznym, użytkuje obiekt w sposób niezgodny z przepisami lub nie zapewnia bezpieczeństwa użytkowania obiektu budowlanego, podlega grzywnie nie mniejszej niż 100 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

    Pełen tekst Ustawy Prawo Budowlane.

    Poniżej szablon doniesienia do Prokuratury na nielegalne działania właściciela:

  • Wykurzanie mrozem na Finlandzkiej

    Na dworze minus dwadzieścia, a w domu przy Finlandzkiej na Saskiej Kępie pootwierane okna. Właściciel budynku bierze mrozem lokatorów, z którymi kilka dni temu przegrał proces o wysokość czynszu. – W środę o 8.15 rano zjawiło się dwóch mężczyzn – relacjonuje Gabriela Starosta, lokatorka z parteru. – Weszli do pustych mieszkań. Spytałam, co robią. Jeden podający się za właściciela odpowiedział, że to nie moja sprawa. Przyszli jakoby spuścić wodę z term. Wychodząc, zostawili na piętrze uchylone okna. Nikt ich nie może zatrzasnąć, bo pozamykali drzwi.

    – Jak teraz temperatura spadnie poniżej 30 st. C, w całym budynku popękają rury. Gdzie ja się podzieję z dziećmi? Pod most pójdę? – pyta córka pani Gabrieli Monika Kowalska, mama chłopców w wieku czterech i pięciu lat, która oczekuje właśnie na trzecie dziecko.

    W piętrowym domu przy Finlandzkiej 4, róg Lipskiej, żyją trzy rodziny. Dwie na dole, jedna na górze. Każda z nich zamieszkała tu ponad 20 lat temu, gdy budynek podlegał jeszcze komunalnej administracji. Kiedyś lokatorów było więcej. Jedni poumierali, inni się wyprowadzili i dziś z ośmiu mieszkań pięć to pustostany z kłódkami na drzwiach. W 2008 r. dom wrócił w prywatne ręce. Odzyskały go spadkobierczynie przedwojennych właścicieli, lecz zaraz sprzedały. Nieruchomość kupiła od nich spółka Portoalegre.

    – Wtedy zaczęła się nasza gehenna. Nowy właściciel drastycznie podwyższył czynsz – opowiada Gabriela Starosta. Za 32-metrowe mieszkanie ze wspólnym WC na korytarzu zamiast 560 zł od grudnia 2009 r. miała płacić 1700 zł. Od sąsiadki z góry – Krystyny Szymanik – spółka Portoalegre zażądała wtedy 1860 zł. Lokatorzy zaskarżyli to w sądzie. W ostatni poniedziałek zapadł wyrok na korzyść Gabrieli Starosty.

    – Sąd orzekł, że właścicielowi należy się godziwy czynsz, ale za mieszkanie w takich warunkach nie może pobierać 1700 zł. Mam nadal płacić poprzednią stawkę – mówi lokatorka. Jej sąsiadka wygrała proces już w zeszłym roku, lecz spółka złożyła odwołanie i sprawa znów wróciła na wokandę.

    Dom ma świetną lokalizację. Stoi w najstarszej części Saskiej Kępy. Z jego okien widać koronę Stadionu Narodowego. Na taki adres miałby chrapkę nie jeden deweloper. Według mieszkańców, właściciel stosuje wobec nich przemyślne szykany, by jak najszybciej się ich stąd pozbyć. Najpierw odciął dopływ ciepłej wody i gazu do mieszkań, tłumacząc to niedrożną wentylacją. Przed poprzednią zimą wyłączył zaś ogrzewanie korytarza. Przed obecną – również piwnic. W ostatnich miesiącach zdarzało się zalewanie budynku wodą z odkręconych w pustostanach zaworów. W grudniu zniszczone zostały piwniczne okienka i podziurawiony dach domu. Lokatorzy oskarżają o to pracowników Portoalegre.

    – W połowie grudnia przyszedł do mnie pan z tej firmy i powiedział: „I tak nie będziecie tu mieszkać”. Chcą nas wykończyć – mówi Krystyna Szymanik.

    Z Portoalegre „Gazeta” próbowała się skontaktować przez dwa dni. Telefon milczał, w siedzibie przy Koszykowej nikt nie otwierał. W końcu z zagranicy oddzwonił Mirosław Aleksander. To właśnie jego rozpoznali mieszkańcy w środę rano, gdy były otwierane okna. – Przeciw lokatorom wytoczyliśmy sprawę karną. Nie chcę udzielać informacji, gdy toczy się postępowanie prokuratorskie – oznajmił.

    Pytamy, dlaczego naraża zdrowie mieszkańców? – Jeśli „Gazeta Wyborcza” chce się zajmować otwartymi oknami w prywatnych mieszkaniach, to proszę bardzo – odpowiedział z ironią w głosie Mirosław Aleksander. – Możemy porozmawiać, ale dopiero za dwa tygodnie, kiedy wrócę do Polski.

    Lokatorzy jeszcze w środę wezwali policję. Przyjechał patrol, spisał protokół i odjechał.

    – W tej chwili to nie jest sytuacja karna. Mamy do czynienia z typowym konfliktem lokatorów z właścicielem – twierdzi podkomisarz Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji na Pradze-Południe. – Nasi funkcjonariusze pouczyli mieszkańców, co w takiej sytuacji robić. Mogą próbować wezwać straż pożarną. A jeśli nie, mogą też wynająć firmę z drabiną i z zewnątrz zamknąć te okna, a właścicielowi wytoczyć proces cywilny o zwrot kosztów.

    Czy lokatorom z Finlandzkiej 4 pomoże dzielnica? W urzędzie na Pradze-Południe słyszymy, że dla dwóch rodzin znajdą się niebawem zastępcze mieszkania komunalne. Starszy pan z parteru ma dostać propozycję nowego lokalu w połowie lutego.

    http://warszawa.gazeta.pl/

  • Podpalacze przenieśli się pod Warszawę

    W piątek spłonął przedwojenny drewniany dom w Świdrze. Dach nad głową straciło dziesięć rodzin.
    Ogień pojawił się nad ranem przy jednym z kominów. Piętrowy dom przy ul. Jana Pawła 65 był jednym z większych drewnianych budynków Otwocka i okolic (Świder jest dzielnicą tego miasta). W ustawionych w literę H trzech skrzydłach mieszkało dziesięć rodzin, wśród nich dwie wielodzietne, w każdej po pięcioro dzieci. Meldunek w urzędzie miało 39 osób. Wszyscy byli lokatorami z kwaterunku, a dom podlegał administracji komunalnej. O przedwojennej świetności, gdy należał do prywatnych właścicieli, przypominały wycinane w drewnie dekoracje charakterystyczne dla tzw. świdermajerów.

    Straż przyjechała dziesięć minut po zgłoszeniu – o 4.55. Dom już wyglądał jak pochodnia. Blisko osiem godzin z ogniem walczyło 98 strażaków z Otwocka i Warszawy. Spłonął dach i większość pomieszczeń na piętrze. Na szczęście nikt nie zginął.

    Władze Otwocka podstawiły autokar, by mieszkańcy mogli się w nim ogrzać. Tych, którzy nie znaleźli tymczasowego lokum u krewnych lub znajomych, przewieziono do hotelu przy stadionie, a następnie do remizy Ochotniczej Straży Pożarnej w Otwocku-Jabłonnie, gdzie rozstawiono polowe łóżka. Tu czekają na przydział mieszkań komunalnych.

    Według strażaków i urzędników spalony dom nadaje się tylko do rozbiórki. – W każdej chwili grozi zawaleniem. Nadzór budowlany nie pozwoli tam nikomu wejść – zaznacza Marta Woźniak.

    W samym Otwocku jest około 300 przedwojennych drewnianych budynków. Zachowały się też w sąsiednich miejscowościach wzdłuż trasy kolejowej do Warszawy. Najpiękniejsze z nich dawne domy letniskowe, z werandami i dekoracjami, są fenomenem linii otwockiej. Zmienione po wojnie w całoroczne komunalne kołchozy, w większości są dziś w żałosnym stanie. Z każdym rokiem jest ich coraz mniej. Wiele pada ofiarą ognia. W poniedziałek spłonął opuszczony świdermajer w Radości, dwa dni później – drewniak w Otwocku (ten był akurat zadbany, w prywatnych rękach).

    – Póki drewniane domy będą komunalne, ich los jest przesądzony – uważa Sebastian Rakowski, kierownik Muzeum Ziemi Otwockiej. Tłumaczy, że samorząd nie ma funduszy na ich remont, a sprzedaż tych domów inwestorom prowadzi do rozbiórki, by oczyścić działkę pod nową zabudowę. – Potrzebni są pasjonaci z dużymi pieniędzmi, bo dwa-trzy razy taniej jest wybudować coś nowego, niż odrestaurować świdermajera.

    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,11081638,Plona_zabytkowe_domy_w_Otwocku__W_tym_tygodniu_juz.html

  • Urząd idealny

    Dzięki pomysłowości Ratusza, wprowadzono nowy system obsługi mieszkańców. Proszę spojrzeć, jakie usprawnienie:

    426944_319181261457305_113221208719979_842311_1664994334_n

  • Eksmisja na bruk na Żoliborzu skutecznie zablokowana

    024Dziś na warszawskim Żoliborzu została zablokowana eksmisja na bruk lokatorki wraz z dziećmi. Do blokady eksmisji wzywał Komitet Obrony Lokatorów. Akcja rozpoczęła się już rano, o godz. 10 pod siedzibą komornika Marcina Jachowicza, który miał dokonać tzw. „wprowadzenia we współposiadanie” (eufemistyczna nazwa dla eksmisji). Działacze lokatorscy zapowiedzieli, że nie dopuszczą komornika do mieszkania. W prywatnej rozmowie komornik przyznał, że doskonale sobie zdaje sprawę z faktu, że wymiana zamka do mieszkania jest jedynie wstępem do wyrzucenia rodziny na bruk.

    Na samej akcji blokującej, na ul. Tucholskiej, pojawił się tłum około 50 osób, które skutecznie zablokowały dostęp do mieszkania komornikowi, skandując hasło: „Lokatorzy to nie towar”. Po chwili bezowocnego wyczekiwania, komornik widząc, że nie zostanie dopuszczony do głosu, postanowił się wycofać, podobnie jak policja, która została wezwana do asysty. Komornik zawiesił wykonywanie czynności, prosząc jedynie przedstawicieli organizacji lokatorskich o przyspieszenie działań zmierzających w kierunku przyznania lokatorom lokalu socjalnego.

    043Ciekawostką jest to, że tuż po komorniku pojawili się pracownicy wodociągów miejskich oraz zakładu energetycznego, w celu odłączenia lokalu. Rzuca to dodatkowe światło na faktyczny cel „wejścia we współposiadanie”. Pracownik stołecznego zakładu energetycznego miał w ręku dokument rzekomo podpisany przez lokatorów mieszkania, w którym zawarta była prośba o zdemontowanie licznika. Jednak lokatorzy oczywiście takiej prośby nie wystosowali. Widać więc, że „wejście we współposiadanie” było jedynie sposobem na obejście przepisów ograniczających eksmisję na bruk w okresie ochronnym.

    [field name=iframe]

  • Łódź sprzedaje długi lokatorów

    Łódzki magistrat zamierza pozbyć się zadłużenia lokatorów mieszkań komunalnych. Nie chodzi jednak o zmuszenie ich do opłacenia wszystkich należności, lecz sprzedaż tych ostatnich. Pomysł jest autopoprawką Ratusza do projektu przyszłorocznego budżetu miasta. Pozbycie się tego kłopotliwego obciążenia miałoby przynieść miejskiej kasie ok. 20 mln zł.

    Swój pomysł Ratusz przedstawił radnym dopiero tuż przed świętami, chociaż będą oni głosować w sprawie budżetu już jutro, w środę 28 grudnia. Wielu radnych sprzeciwia się pomysłowi administracji prezydentki Hanny Zdanowskiej (PO) argumentując, że po sprzedaży zadłużenia lokatorów uda się odzyskać raptem 8 do 12 proc. jego wartości.

    Nie są znane szczegóły zgłoszonego w ostatniej chwili projektu i nie jest jeszcze jasne, jaki podmiot miałby zająć się ostateczną windykacją zaległych należności. Projekt prywatyzacji zadłużenia to jedna z propozycji władz Łodzi zmiany polityki lokalowej miasta, które jest obecnie największym „kamienicznikiem” w kraju. Magistrat zarządził już też podwyżkę czynszu o blisko 20 proc., która zacznie obowiązywać od marca 2012 r.

    Łukasz Drozda (lewica.pl)

  • Zalewane piwnice na ul. Okrzei – co na to ZGN?

    W wyniku zaniedbań Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami, piwnice kamienicy przy ul. Okrzei 28 są ciągle zalewane ściekami wylewającymi się z uszkodzonych pionów kanalizacyjnych. Jest to o tyle poważne, że budynek ten ma poważne uszkodzenia strukturalne, wynikające m.in. z braku zabezpieczeń przy budowie nowego Kina Praha. O tych uszkodzeniach i wątpliwej jakości „remontach” które zostały wykonane za ogromne kwoty publikowaliśmy już materiały tutaj: Remont stropów na ul. Okrzei 28

    Na filmie poniżej, działacz Komitetu Obrony Lokatorów pokazuje stan dewastacji piwnic w wyniku wciąż nie usuniętej awarii.

    [field name=iframe]

  • Mija pierwszy tydzień patroli lokatorskich na Pradze

    084Mija pierwszy tydzień aktywności „Brygad Okrzejówek” – patroli lokatorskich zorganizowanych przez Komitet Obrony Lokatorów i Związek Syndykalistów Polski w celu ochrony lokatorów praskich kamienic zagrożonych podpaleniami. Patrole zostały powołane na demonstracji przeciw podpaleniom, która odbyła się w zeszłym tygodniu.

    W kamienicach, które wielokrotnie paliły się w tym roku i które były szczególnym przedmiotem uwagi patrolujących, nie doszło na razie do ponownych podpaleń. Jednak zagrożenie nie minęło – w środę, na ul. Marcinkowskiego doszło do podpalenia pustostanu.

    Patrole oglądają podwórka, zejścia do piwnic, zabezpieczenia strychów i inne miejsca, które wymagają sprawdzenia. Podczas tych oględzin, wyszło na jaw, jak wiele z tych miejsc jest pozbawionych nawet podstawowego zabezpieczenia. Patrolujący napotkali otwarte zejścia do piwnic, wypełnione łatwopalnymi materiałami, niezabezpieczone okna piwniczne, umożliwiające łatwe wrzucenie płonących materiałów. Tam gdzie doszło do podpaleń strychów, działania naprawcze Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami wyglądają na amatorskie i tymczasowe.

    Poniżej, zdjęcia szczególnie zaniedbanych miejsc. Nie podajemy adresów, ponieważ nie ma po co ułatwiać zadania podpalaczom, a ZGN powinien sam sprawdzić, gdzie to jest i odpowiednio zabezpieczyć.

    0920910880060071009