Autor: admin

  • Czyściciele kamienic nie próżnują na Targowej 47 w Łodzi

    Dramat mieszkańców kamienicy położonej przy ul. Targowej 47 w Łodzi trwa już ponad rok. Czyściciel przypisany do tej kamienicy, Piotr Lizak z Midas Property, systematycznie dewastuje budynek. Jak się można domyślać, celem jest jak najszybsze pozbycie się lokatorów.

    W zeszłym tygodniu, w wyniku partacko prowadzonego „remontu”, w kamienicy częściowo zawaliły się stropy. Cudem nikomu nic się nie stało. Lokatorzy zostali tymczasowo ewakuowani, ale inspektorat budowlany jak zwykle nie stwierdził winy czyściciela. Teraz część lokatorów powróciła do budynku, nie mając innego miejsca zamieszkania.

    Dzięki aferze w mediach i nagłośnieniu sprawy, lokatorzy z Targowej 47 otrzymali od miasta lokale zamienne, ale wiele z nich nie jest jeszcze gotowych. Niektórzy lokatorzy będą musieli jeszcze czekać nawet rok, na wyremontowanie przez miasto nowych lokali. W tym czasie będą nadal narażeni na zagrażające życiu i zdrowiu warunki stworzone przez czyścicieli.

    Piotr Lizak jest też aktywny w Warszawie, gdzie swój proceder uskutecznia w dzielnicy Włochy.

    Poniżej film nagrany z lokatorkami Targowej 47.

    [field name=iframe]

  • Pomóżmy dziś Kindze!

    Chcę o czymś głośno powiedzieć. O stygmatyzacji osób z zadłużeniem. Ja też jestem taką osobą… tylko moje zadłużenie jest wobec banku i mam pracę. Jak większość ludzi, mam długi, choć pracuję.

    Siedzę w Komitecie Obrony Praw Lokatorów od 6 lat. Co chwila do nas trafiają ludzie z ogromnymi długami. Sytuacje naprawdę są różne. Wielu wpadło w długi, ponieważ kiedy mieli małe zadłużenie, władze miasta postanowiły nie tylko im nie pomóc, ale im zaszkodzić. Nałożyli na nich karę umowną i ich czynsz wzrósł o 100%.

    Jest też inna grupa osób znajdujących się w sytuacji bez wyjścia. Często do nas trafiają osoby w wieku 18 lat, które dostały dług po rodzicach. Np, rodzice narobili długów, dziecko nic o tym nie wiedziało, ale w pewnym momencie miasto decyduje się egzekwować dług od dziecka. Nawet nie mogę powiedzieć co czuje, kiedy spotkam takich młodych ludzi z długami. Dla mnie to jest barbarzyństwo. Chory system feudalny. Coś takiego nawet nie istnieje w wielu krajach. Ale w Polsce tak.

    W Polsce także ludzie mobbują inne osoby z zadłużeniem, nawet nie znając faktów. Tak się stało wczoraj z Kingą. Jak mi wiadomo, to jest osoba, która dostała dług po matce i starała się go spłacić. Co oznacza, że nie mogła odkładać kasy na czarny dzień. Jak wielu z nas. Kiedy mój partner stracił pracę, po prostu musieliśmy pożyczyć z karty kredytowej – i było bardzo trudno spłacić ten dług. To może sie zdarzyć.

    Ja nie mam dzieci. Akurat tak się składa, że nie chcę ich mieć, ale wielu ludzi chce i nawet marzy o tym. Żyjemy w tym cholernym kraju gdzie co druga osoba myśli, że ma prawo dyktować kobietom, co mają robić ze swoim ciałem. Mówią nam wszystkim, że aborcja jest morderstwem. A potem, gdy kobiety, które mają trudną sytuację finansową chcą, mimo to, urodzić dziecko, założyć rodzinę, to państwo im nie pomaga.

    Kobiety w tej sytuacji nie są traktowane jako bohaterki – którymi przeciez SĄ.

    A powiem Wam jak to jest. Nasze cholerne państwo jest DO DUPY. Nasi politycy nakradli co tylko mogli i wydali kasę na swoje pensje. My, jako społeczeństwo, zostaliśmy zadłużeni – a kiedy przychodzą trudne czasy, rząd po cichu korzysta z kredytu z MFW. Właśnie tak.

    Nie ma już kasy na nasze emerytury. W takiej sytuacji, czy będziemy mieć pieniądze na emerytury za 20 lat zależy od naszej demografii. Potrzebujemy, by więcej ludzi pracowało w Polsce aby zapłacić za nasze przyszłe emerytury, bo te bieżące są wypłacane z naszej kasy. Tak jest w wielu krajach – tak jest w Polsce.

    Tylko od lat, liczba osób pracujących w Polsce nie rośnie. A jak ma właściwie rosnąć? W innych krajach jest wzrost osób pracujących dzięki imigrantom. Każda osoba, która zna się trochę na gospodarce wie o tym. Niestety w Polsce wielu ludzi myśli inaczej. Mówimy, że Kinga będzie eksmitowana, a niektórzy zaczynają oskarżać rząd, że nie ma mieszkań dla niej ale są dla imigrantów. HA HA HA.

    Faktem jest, że nadal jest wiele pustych mieszkań w Warszawie, ale miasto sprzedaje je osobom prywatnym, albo teraz, jak na Pradze, robi z nich TBSy zamiast zostawić je dla osób niezamożnych. W każdym tygodniu spotykamy nowe sytuacje, gdzie miasto sprzedaje swoje mieszkania. Wczoraj znów trafili do nas tacy ludzie. ZGN Mokotów po prostu chce sprzedać ich mieszkania… Najprawdopodobniej już mają swoich ludzi, którzy chcą po prostu kupić je tanio.

    Ten cały system jest CHORY, nasi politycy i urzędnicy są złodziejami i zamiast walczyć przeciw temu, ludzie dobijają i mobbują uchodźców, biednych itd. TROLLE, RASIŚCI, KORWINIŚCI… JAK JA WAS NIENAWIDZĘ!

    Laure Akai

  • Błędna informacja w „Gazecie” o mieszkaniach komunalnych na Pradze

    W dniu 31 sierpnia 2015 r., „Gazeta Wyborcza” podała iż na ulicy Stalowej na Pradze powstaną nowe mieszkania komunalne w starej kamienicy. Ta informacja niestety nie jest prawdziwa.

    Tytuł artykułu Michała Wojtczuka, „Praga-Północ. Tanie mieszkania komunalne powstaną w starej kamienicy” niestety może wprowadzić w błąd ludzi oczekujących na mieszkania komunalne. W kamienicy powstaną TBSy, w których czynsze będą wynosić 4% wartości odtworzeniowej. (Niektórzy urzędnicy dążą nawet do tego by był to poziom 5%.) Na dzień dzisiejszy, 4% stawki odtworzeniowej wynosi 19.64 zł, a 5% to 24.54 zł za metr.

    W tym miejscu warto wytłumaczyć jakie są faktyczne plany miasta, które zamierza zrealizować w ramach tzw. „rewitalizacji”. Warto nie dać się zmanipulować przez język, którego używają urzędnicy miejscy i nie dać się wprowadzić w błąd przez pomyłki dziennikarzy Gazety. Miasto prezentuje TBSy jako „mieszkania społeczne” czy „tanie mieszkania”. Dla osób nie znających tematu, brzmi to podobnie: TBSy czy „mieszkania komunalne”. Jednak różnica jest ogromna.

    Mieszkania komunalne, to mieszkania dla osób o niskim dochodzie. To osoby zarabiające np. nieco ponad 1800 zł na jedną osobę. W TBSach można zarabiać ok 3900 zł. Czyli ponad dwukrotnie więcej.

    Komitet Obrony Praw Lokatorów zawsze chciał, aby powstały tanie mieszkania dla osób pracujących w stolicy, takie jak TBSy. Ale widzimy również, że nadal brakuje mieszkań komunalnych i socjalnych. Niestety, miasto kontynuuje zbywanie lokali komunalnych poprzez wyłączenie ich z eksploatacji, prywatyzację, sprzedaż (w tym sprzedaż ludziom skupującym roszczenia do gruntów, takim jak Marek Mossakowski). Teraz będą pozbywać się lokali komunalnych poprzez plan gentryfikacji (nazwany eufemistycznie „rewitalizacją”).

    W kamienicy przy ul. Stalowej 29 były wcześniej mieszkania komunalne. Niektórzy mieszkańcy mieszkali w budynku przez całe życie. Jednak nie doczekali się nigdy remontu swojego domu. Teraz będzie on wyremontowany dla kogoś innego – dla tych bardziej zamożnych.

    Taki będzie też los setek innych rodzin z Pragi. Nie wiadomo dokąd miasto chce wyprowadzić dotychczasowych mieszkańców zasobów komunalnych. Ale zasoby rewitalizowane nie są przeznaczone dla nich.

    Przypominamy, że gdy miasto podwyższyło czynsze w 2009 roku, urzędnicy mówili, że to po to, aby zapłacić za remonty kamienic. Ale kamienic nie wyremontowano. Gdy w końcu dochodzi do remontów, budynki będą już jednak przeznaczone dla całkiem innej grupy społecznej. A mieszkańcy z zasobów komunalnych zostaną wypchnięci na margines.

    Czynsze na poziomie 20-25 zł za metr są poza zasięgiem wielu Warszawiaków. W mieście mieszkają emeryci, inwalidzi i prekariusze zarabiający poniżej pensji minimalnej, ponieważ rząd nadał pozwala na istnienie pensji mniejszych niż minimalne na umowach śmieciowych (także w ramach publicznych kontraktów!). Tym ludziom władze miasta nie tylko nie pomagają, ale im szkodzą.

  • Zastępca burmistrza Wawra, Zdzisław Gójski o standardzie mieszkaniowym XXI wieku

    Kinga Wronka i jej 6-tygodniowy syn Oliwier za 8 dni mają być eksmitowani do lokalu tymczasowego. Oliwier jest wcześniakiem i wymaga ciepłego pomieszczenia, jednak urząd dzielnicy przyznał matce z dzieckiem pomieszczenie bez ciepłej wody, ogrzewania i bez łazienki. Po 6 miesiącach może nie mieć nawet tego. Komornik, który ma dokonać eksmisji automatycznie wystosował do Sądu Rodzinnego wniosek o sprawdzenie, czy nie należy w takiej sytuacji lokalowej odebrać praw rodzicielskich samotnej matce i przekazać dziecka do domu dziecka. Tak więc decyzja bezdusznych urzędników może doprowadzić do rozbicia rodziny.

    Urzędnicy są jednak zadowoleni, bo w swoim mniemaniu przestrzegają wyroków sądowych. Zastępca burmistrza dzielnicy Wawer ds. lokalowych Zdzisław Gójski stwierdził, że sam chował się bez ciepłej wody i że to nie jest problem w XXI wieku i że dzielnica Wawer nie dysponuje lokalami z ciepłą wodą i że takie lokale są jego zdaniem pełnowartościowe.

    Poniżej prezentujemy zapis rozmowy, która odbyła się dziś w Urzędzie Dzielnicy Wawer. Słychać głosy Kingi Wronka, Jakuba Żaczka z Komitetu Obrony Praw Lokatorów, zastępcy burmistrza dzielnicy Wawer, Zdzisława Gójskiego i Naczelnik Wydziału Zasobów Lokalowych, Jolanty Witkowskiej-Matasek.

  • Fighting Gentrification

    Government forced to change draft bill on revitalization, but many problems ahead for tenants

    kol1The Polish government plans are called „revitalization” and, officially, they claim that they have nothing to do with gentrification. In reality, the gentrification process has been underway in a number of urban areas for years, with thousands of families already displaced, made homeless or forced into overcrowded living conditions with friends or relatives.

    The unpopular Civic Platform government, whose neo-liberal policies have affected many spheres of social life, is set to be unseated in fall elections and has been busy pushing through as many pieces of legislation as possible at record pace. One of them was the Act on Revitalization, passed this week.

    Various liberal elements, caught up in the idea of „revitalization” as a positive thing, have been involved in pushing the program and trying to socialize it. But more often than not, this „social” element does not have as much to do with protecting the interests of the urban poor with lofty civic ideas such as „participation” or „social consultation”. Thus the neo-liberal gentrifiers have also their assistance from the „municipal movements” – an umbrella term put on a wide range of local social movements, which in reality can differ dramatically in aims.

    The government is very quick to pander to those who want to „participate” and „consult” – but in reality they are just promoting an illusion. They are eager to accept ideas which do not upset the neo-liberal world order: artistic and community projects, things to make the areas under gentrification more attractive to certain people. But ideas which guarantee the rights of the poor – which is a huge segment of Polish society – are just „not feasible” or bad for business.

    The draft bill of the Act on Revitalization thus starts with a lot of bull about „consultations” and even civic oversight. But seeing how the bill itself was „consulted” says a lot about reality. The law in Poland already says that such bills should be sent to organizations for „consultation”. And the government did send it to 68 organizations. Not one of them however was a tenants’ organization.

    The government sent their draft bill to employers’ organizations, business lobbies, a few „muncipal organizations” and even to the Tri-Partite trade unions. With no reaction. Had tenant organizations been consulted, they would have immediately reacted to the horror beyond the bullshit. The government was proposing that when buildings have to be repaired and tenants cannot inhabit them at that time, they would have the right to terminate public housing contracts. Maybe they could get new ones later, if conditions were right. The bill also foresaw giving the right to mayors or city presidents to evict people without a court decision.

    The fact that the government did not contact any tenants organizations, although the revitalization plans will have a serious impact on them, shows what all their declarations about „social consultations” are worth.

    The bill went through the first reading in Parliament without any opposition. Even the opposition claimed to support it. This is when it was brought to our attention and we read the bill. It was sent for further work to a subcommission and we had only a few days to try and block it.

    Another tenants’ organization turned out to be better informed and we saw that they objected to this, but the government refused to remove or ammend these points. Fortunately, we were able to find a number of irrefutable legal arguments to show how these points were inconsistent with the Act on Tenants Rights, the Civil Code and the Constitution. We also showed where their plans would cost them big money they’d have to pay to tenants. We carried out a blitzkreig postering and SMS campaign and around 2000 protests were sent in 2 days. We mailed our analysis to everybody in the government and even insisted on speaking at the Subcommission meeting in the Parliament. They gave us a rough time but we got in. They locked out a representative of another tenants’ organization.

    We know that our arguments were rock solid but we were still surprised when the government representative announced that they would drop the idea of termination of contract from the bill. We were expecting to have to fight, but no doubt they knew we were right and that the whole thing could be torpedoed and delayed. As it happened, the Act was rushed past in a few days.

    While we were happy about this and think it was the most we could accomplish on that day, in no way do we share the optimism of the „revitalizers”, who only think that the Act has gotten better.

    The first thing is that a certain part of the „revitalizers” are in denial that gentrification is underway and that they themselves are part of the act. Statements in the press such as „we have to make sure there is revitalization but no gentrification” show just how far they are removed from the problem.

    Some Characteristics of the Gentrification in Praga Neighbourhood in Warsaw

    kol2The area is attractive because it lies on the river, just across from the Old Town. It is one area of Warsaw not totally destroyed in the war, with many pre-war buildings. Although these buildings were mostly left to deteriorate, many are landmarks and have potential for real estate speculation.

    In 2009 the city raised rents on public housing 200-300%. The government and courts also started „reprivatizing” buildings at a much faster pace than before and divesting itself of public housing units.

    Since there are very low wages, high hidden unemployment and insufficient social help, many tenants fell into debt. The city’s way of dealing with debt has lead to an epic problem. When any tenant falls behind the rent, the city terminates their rental agreement but usually allows them to continue living there, charging them double rent as a penalty. So, for example, somebody who had trouble paying 150 euros a month is suddenly charged 300 euros. Thus the debt grows twice as fast and is compounded by interest. Every week we meet people who have enormous debts. The city also puts the debt on other members of the family. We often meet teenagers who start their first job (earning 300 euros a month) only to find that the bailiff has sequestered part of the salary and the city plans to get 10,000 euros or even more from them. (We even saw last week a young woman who is being charged for her mother’s debt of 25,000 euros.)

    If a debtor manages to get a better job, which would help him or her pay off the debt, they risk losing the right to any public housing. The debtors are in a no-win situation. If they continue earning little money, the will never pay off the debt. If they go out at manage to find a job at 500-600 euros a month, they might be able to start paying off but may be evicted without the right to any public housing. Rents on the private market start at about 300-400 euros per month.

    6 years after the infamous rent hikes, 50% of all public housing tenants in Warsaw and 60% of all tenants in the Praga neighbourhood are in debt.

    The majority of public housing debt, as we were able to show a few years ago, is caused by penalties imposed by the city.

    If somebody does not pay their rent for 3 months, the city can terminate their rental agreement. Without a valid rental agreement, the city can bring a case to court to evict you.
    But there are a lot of other reasons why the city can terminate your agreement. And we noticed that the city has been speeding up the terminations in the last few years. And seeing this, we know that the city will be able to throw a few hundred or maybe even a few thousand more people out of the public housing system. What the government wanted to do is to be able to terminate with even greater ease.

    One of the common reasons to terminate an agreement in Praga is „repairing the apartment without the permission of the owner”. Now let’s see what this means in reality. Praga is a neighbourhood were public housing is concentrated in old buildings. 70% don’t have heat, 40% were without bathrooms. Toilet in the corridor. But in the last decades, hundreds of people have managed to build toilets or small showers in their kitchens at their own cost. Several people we know have had their rental agreement terminated because of building a toilet.

    It is completely scandalous that the city has let thousands of families live without a toilet and has not bothered to deal with this situation. It is even more scandalous that people are being punished for taking matters into their own hand in face of this negligence.

    Another common reason to terminate an agreement is that somebody lives in the flat without the agreement of the owner. For example, a person invites a girlfriend or boyfriend to live with them without thinking they need permission and they can lose their flat. It should be mentioned that we know situations where people have asked permission but have been turned down because the housing would be overcrowded. For example, we met a couple with a child who have been living together and decided to „legalize” the partner and child. When they did, the city claimed the house would be overcrowded. Since they revealed themselves to the city, they lost their rental agreement.

    What has happened to all these flats from which people have been evicted? Hundreds of them (about 1500 in north and south Praga) are empty. For different reasons. First is that there may be reprivatization claims to them. If there are claims, the policy is not to give flats there. Second is that the city plans to renovate some of them and some of them will be made into more expensive housing. The rent will be about 250% higher than at present. These flats will be made by a public-private partnership and will go to people who earn more than public housing tenants.

    Already before the „revitalization” money has been found for the repairs, we know two buildings whose tenants have been removed – one will eventually be for more expensive flats, the other for office buildings.

    But of course one of the biggest problems that tenants have had to face is „reprivatization” of public housing. In theory, the reprivatization is to return housing which was taken over by the Bierut Decree after the war, when most of Warsaw was destroyed and there was a severe housing shortage. But in fact, the process has been fraught with corruption and mafia-like dealings, with many buildings ending up in the hands of a few well-placed people.

    The city, courts and other institutions are involved in the scheme. For example, Warsaw has returned buildings and land which it has already paid compensation for decades ago. We have encouraged tenants of buildings undergoing reprivatization to request information from the Ministry of Finance asking whether they paid compensation for their building. The answer has always been that they don’t know because they „don’t have a list” of which building were paid for. But when this situation concerned the American Embassy, all of a sudden they were able to assert that the compensation was already paid. Shortly after this, a list was leaked and published. Dozens of buildings were „returned” when they had already been paid for.

    But „returned” is the wrong word. There are some buildings which are actually returned to the children of some pre-war owner. But mostly a small group of speculators connected to people in power buy up claims.

    One of the most notorious „collector of claims” is Marek Mossakowski, who once convinced an old woman that her claim was worthless and bought the „piece of paper” from her for 50 zloties (12 euros), eventually getting his hands on a building worth millions. Mossakowski bought the building of our friends and fellow activists, Jola and Ewa. Jola, who was a fighter and the last one last in her building was murdered – burnt alive in the woods. Ewa went to live in the woods and was sued by Mossakowski for her „debts”.

    Despite the drastic stories of tenants unlucky enough to fall into the paws of Mossakowski, we can say that the city is even selling public housing units to him – units together with tenants. A group of tenants have decided to fight back. Mossakowski bought the claims for the land. (It’s complicated to explain how the Decree worked but there are some people who own the land, but not the buildings on them. In this case, the building was put up after the war and, like many, was built by the tenants themselves.) Since there is a building on it which the city is part-owner of (having sold some of the units to tenants), the logical thing to do, if there was a claim, would be to pay compensation for the land. But instead, they offered to sell the public housing units to the notorious landlord.

    Such deals have happened all over Warsaw. In this way, the city has been depleting its public housing stock to the benefit of private owners. The city has even sold entire buildings which have no claims at all.

    It has to be noted that they privatize housing together with tenants. In theory, part of the tenants, are entitled to get a new flat – but not all. It takes a long time. The last time we had any statistics from the city, only 2.5% of such tenants managed to get replacement housing. We think there has been an increase from that time, but only a fraction of affected tenants return to public housing units.

    The result of all of this is that lower-income people in public housing have been losing their flats in the Praga district at an alarming rate. A large number of them refuse to go anywhere and fight their evictions or are waiting for more affordable options. They are currently in their flats „without permission” and without a valid contract.

    When the government gets their first flow of co-financing from the European Union, the games will begin. Several buildings which currently stand alone among new investments for yuppies will probably be the first in line for total repair. The tenants will be moved.

    As the press reports, a recent program like this in the city of Lodz has resulted in only 30% of the original tenants returning to their old homes. Lodz is seem by the government, liberal press and some municipal activists as the „model” program for revitalization.

    Fighting Back

    In the past years, a once vibrant tenant movement was weakened by politics. Several people were bought off and some people bought into the political system, insisting on talking endlessly with politicians instead of building a combative grassroots movement. Of the various groups that formed at this movement’s peak, only we have stayed on the grassroots strategy. Realizing that all this nonsense the government is offering is just a distraction and a way to fool people, we have a long road ahead of community self-organizing.

    Ultimately, the „consultations” we are offered are useless. We need to speak from a position of community power and demand the right to make decisions ourselves – not to „consult” the decisions already made between the government and the private sector.

    The fight must include the right to stay for all those who want it. The bourgeois want to divide us into „good tenants” and „bad tenants”. The „bad tenants” are the ones too poor to pay, with huge debts, some of them created out of the bad will of bureaucrats. The strategy of the bourgeois is to get tenants against each other so that they will not fight for each other and will be easily conquered.

    Fighting back will be a difficult process. There is some local base after years of work and, despite the best efforts of the neoliberals and the distracting options of „municipal activists”, advocates of running in elections, etc. etc., most people see through the bullshit. But years of being harrassed by housing bureaucrats has worn down people’s confidence.

    Prominent municipal activists are telling stories of the great revitalization efforts in Berlin or Leipzig and building dreams in the hipsters minds. In the meanwhile, local residents lose sleep over their precarious future.

    The Tenants Defense Committee invites support from organizations around the world which have fought or are fighting against gentrification.

    Contact: obronalokatorow@gmail.com

  • Projekt Ustawy o rewitalizacji został zmieniony!

    W poniedziałek w Sejmie odbyło się posiedzenie komisji ds. projektu Ustawy o rewitalizacji. Pierwotna wersja projektu budziła nasz ostry sprzeciw, gdyż umożliwiała administracyjne wypowiadanie umów najmu, na warunkach o wiele gorszych niż dotychczasowe.

    Napisaliśmy, iż Art. 28 projektu przewiduje możliwość wypowiedzenia umowy najmu lokatorom podczas remontu i nie gwarantuje ich powrotu na poprzednich warunkach po jego zakończeniu. To był zapis znacznie gorszy, niż obowiązujący obecnie zapis Ustawy o Ochronie Praw Lokatorów, który gwarantuje powrót do wyremontowanego lokalu w ramach tej samej umowy najmu lub przyznanie lokalu zamiennego. Uważamy, że rewitalizacja dzielnicy i z pewnością konieczne remonty nie mogą się stać sposobem usuwania dotychczasowych mieszkańców z terenu rewitalizowanych dzielnic.

    Poddaliśmy krytyce praktykę działań władz gminnych, która pozwala spodziewać się, że zapis mówiący jedynie o „możliwości zawarcia umowy najmu” będzie traktowany jak furtka do odmowy. Jednym z naszych postulatów pozostaje żądanie gwarancji powrotu dla lokatorów, którzy chcą mieszkać w dotychczas zajmowanych lokalach.

    Oprócz nas, krytykę złożyła też KSS, Habitat i WSL. Ważną rolę w koordynowaniu działań odegrał Karol Kretkowski z Fundacji Habitat.

    Na sejmowym posiedzeniu Komisji Infrastruktury, Komisji Polityki Społecznej i Rodziny oraz Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, posłowie skreślili krytykowane przez nas punkty o wypowiadaniu umów najmu. Stan obecny został więc utrzymany. To oczywiście nie oznacza, że nie ma już żadnych zagrożeń dla lokatorów związanych z rewitalizacją. Będziemy trzymać rękę na pulsie.

    Poniżej prezentujemy stanowisko Komitetu Obrony Praw Lokatorów w sprawie projektu Ustawy o rewitalizacji.

  • Dlaczego Warszawa sprzedaje mieszkania komunalne Mossakowskiemu?

    mossakowskiPolitycy i urzędnicy wciąż udają, że chcą rozwiązywać problemy mieszkaniowe, w tym te związane z prywatyzacją w Warszawie. Jednak to, co robią stanowi jedynie kontynuację procesu uszczuplania zasobów komunalnych poprzez ich sprzedaż lub wyłączenie z obiegu z powodu zaplanowanego przeniesienia do TBSów.

    Przy ulicy Narbutta w Warszawie sprzedano całą kamienicę z mieszkaniami komunalnymi w czasie, gdy lokatorom czekającym na lokale wciąż mówi się, że mieszkań „nie ma”.

    Teraz miasto sprzedało mieszkania na Saskiej Kępie kamienicznikowi Markowi Mossakowskiemu. To chyba najbardziej znany przykład prywaciarza, który bez cienia litości pozbywa się lokatorów z budynków, które na różne sposoby dostają się w jego ręce.

    Sprawa wygląda tak: Mossakowski kupił roszczenie, dostał działkę. Na działce stoi dom, wybudowany po wojnie. Część lokatorów wykupiła mieszkania, część mieszkań należy do Miasta. Miasto postanowiło sprzedać Mossakowskiemu swoje udziały. DLACZEGO?

    Lokatorom nie dano prawa pierwokupu, choć to wynika z ustawy. Zostali sprzedani razem z lokalami znanemu kamienicznikowi.

    Wkrótce potem, Mossakowski pojawił się w drzwiach lokatorów i poinformował ich, nie okazując żadnych dokumentów, że jest nowym właścicielem i że lokatorzy mają się wyprowadzić w ciągu 3 miesięcy. Administracja komunalna oczywiście nie raczyła o niczym poinformować mieszkańców.

    Żądanie wyprowadzki było rzecz jasna bezprawne. Jednak to typowy sposób zastraszania ludzi. Z takich metod słynny jest właśnie Mossakowski. Jednak na lokatorów to nie zadziałało. Nie dadzą się tak łatwo zastraszyć.

    Wiemy skądinąd, że Mossakowski stara się zdobyć kolejne działki i mieszkania w sąsiadujących budynkach, też stanowiących własność publiczną. Musimy się temu stanowczo sprzeciwić.

    Nasze zasoby mieszkaniowe są i tak niewystarczające i nie ma żadnego powodu, by władze miasta dalej wyprzedawały swoje zasoby. Zamiast prywatyzować, powinno się podnieść stan techniczny lokali, szczególnie, że mamy do czynienia z procederem nie mającym nic wspólnego z prawdziwym dziedziczeniem własności, tylko z biznesem i spekulacją nieruchomościami. Budynki wybudowane za publiczne pieniądze nie powinny być przekazywane spekulantom.

    W prasie czytamy o tym, że „potrzeba ustawy reprywatyzacyjnej”. Sama ustawa nie jest kluczowa. Tak naprawdę potrzebujemy nowej polityki mieszkaniowej, bez mafijnych układów, potrzebujemy nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów, aby lokatorzy mogli bardziej skutecznie walczyć przeciw bezprawiu właścicieli i potrzebujemy nowej politycznej świadomości. Ale przede wszystkim, potrzebujemy rewitalizacji ruchu lokatorskiego, aby ludzie solidarnie i do końca walczyli o swoje prawa.

  • Jak rząd zamierza wyrzucić lokatorów z domów pod pozorem „rewitalizacji”

    Nasz rząd próbuje nas przekonać, że „rewitalizacja” nie oznacza gentryfikacji i że podejmowane są wszelkie starania w celu zapewnienia, że mieszkańcy skorzystają na rewitalizacji i nie będą usuwani do innych obszarów miasta. Jednak nowy rządowy projekt Ustawy o rewitalizacji zawiera mechanizm prawny pozwalający wyrzucać ludzi z domów.

    Na spotkaniu dotyczącym rewitalizacji na Pradze, pytaliśmy polityków czy w trakcie remontów mieszkań lokatorzy będą mogli pozostać w swoich mieszkaniach lub, jeśli remont wymaga opuszczenia lokalu, czy po jego zakończeniu lokatorzy będą mogli powrócić do swoich mieszkań. Wiceprezydent miasta, Michał Olszewski, obiecał, że nikt nie zostanie wysiedlony.

    Jednak kto pokłada zaufanie w zapewnienia polityków srogo się zawiedzie. Nowy projekt ustawy o rewitalizacji, nad którym trwają obecnie prace w Sejmie daje gminom dużo możliwości pozbywania się lokatorów. Znając obecne realia, nowa ustawa w zasadzie gwarantowałaby, że miasto po prostu wyrzuci mieszkańców z domów.

    W tej chwili, artykuł 10 Ustawy o ochronie praw lokatorów stanowi, że jeśli konieczny jest remont budynku, gmina musi zapewnić lokal zamienny, a remont powinien trwać nie więcej niż rok. Po zakończeniu remontu, lokator ma wrócić do zajmowanego wcześniej mieszkania. Właściciel (np. Gmina) pokrywa koszt przeprowadzki, czynsz nie może być wyższy niż w starym lokalu przed remontem.

    Teraz politycy chcą dać wójtom, burmistrzom lub Prezydentowi miasta prawo wypowiedzenia umów najmu oraz eksmisji w trybie administracyjnym, bez sprawy sądowej. Oto fragment tekstu proponowanej Ustawy o rewitalizacji:

    Art. 28 projektu Ustawy brzmi:

    1. Na obszarze Strefy wójt, burmistrz albo prezydent miasta może wypowiedzieć umowę najmu lokalu wchodzącego w skład mieszkaniowego zasobu gminy, jeżeli opróżnienie lokalu jest niezbędne do realizacji przedsięwzięcia rewitalizacyjnego, o którym mowa w art. 15 ust. 1 pkt 5 lit. a, polegającego na remoncie, przebudowie albo budowie obiektu budowlanego.

    W aktualnym stanie prawnym, umowa najmu z Miastem nie zostaje wypowiedziana z powodu remontu. Po co wprowadza się zapis o wypowiedzeniu umowy? Przecież nic nie będzie już gwarantować, że lokator otrzyma nową umowę na poprzednich warunkach. Najwyraźniej o to właśnie chodzi. Gdyż jeśli lokator miałby wrócić do starego lokalu po remoncie i wynajmować go na niezmienionych warunkach, nie byłoby konieczności wypowiadania umowy.

    Tak więc jest oczywiste, że celem zapisu jest pozbawienie części lokatorów możliwości przedłużenia umowy i powrotu do starych lokali.

    Dalej czytamy w projekcie:

    3. Po zakończeniu wykonywania remontu, przebudowy albo budowy lokator jest uprawniony do zawarcia nowej umowy najmu tego samego lokalu, a jeżeli jest to niemożliwe z uwagi na przebudowę lokalu, zmianę sposobu jego użytkowania lub brak zgody lokatora

    I tu właśnie jest furtka dla programu gentryfikacji i usuwania lokatorów. Lokale mogą zostać przebudowane podczas remontu (tak jak to faktycznie często się dzieje), lokale mogą zostać połączone lub po prostu zmieni się sposób jego użytkowania: będzie już lokalem przeznaczonym na cele komercyjne, stanie się częścią zasobu TBSów, itd. W tym przypadku, całkiem legalnie, urzędnicy będą mogli usunąć lokatorów (i tak często to robią, ale póki co, bezprawnie).

    Dodatkowo, w specjalnych „strefach” objętych planem rewitalizacji, wójt, burmistrz i prezydent uzyskują prawo, by przeprowadzić eksmisję w trybie administracyjnym:

    Art. 29. 1. W przypadku, o którym mowa w art. 28 ust. 1, gdy lokator nie opróżnił lokalu w terminie wskazanym w wypowiedzeniu, wójt, burmistrz albo prezydent miasta może wystąpić do wojewody z wnioskiem o wydanie decyzji administracyjnej nakazującej opróżnienie lokalu. 2. Wojewoda wydaje decyzję nakazującą opróżnienie lokalu w terminie 30 dni od dnia złożenia wniosku, o którym mowa w ust. 1. Na wniosek wójta, burmistrza albo prezydenta miasta decyzji nadaje się rygor natychmiastowej wykonalności, jeżeli jest to uzasadnione interesem gospodarczym gminy.

    Trzeba także mieć na uwadze, że założenia programów rewitalizacyjnych, np., na Pradze, zakładają zmniejszenie liczby mieszkań komunalnych i socjalnych i zwiększenie liczby TBSów i podobnych projektów. Obecnie na Pradze jest kilkaset pustostanów nadających się do remontu. Były to lokale komunalne i socjalne, ale część z nich będzie remontowanych w systemie partnerstwa prywatno-publicznego. To oznacza, że te mieszkania staną się częścią zasobu objętego wyższymi czynszami, niż lokale komunalne, nawet do 5 procent wartości odtworzeniowej (nawet stawka w wysokości 3 procent wartości odtworzeniowej jest dwukrotnie wyższa, niż stawka komunalna w dzielnicy).

    Nie zrozumcie nas źle. Cieszymy się, że będą i takie mieszkania, ponieważ to będzie szansa dla osób zarabiających trochę więcej niż maksimum dochodowe dla mieszkań komunalnych. Od dawna mówimy, że takie lokale są potrzebne. Natomiast krytykujemy fakt, że na Pradze zaplanowane są oferty dla firm deweloperskich, nowe mieszkania dla średnio zamożnych obywateli, ale będzie coraz mniej zasobów dla najmniej zarabiających, którzy obecnie stanowią dużą część rdzennych mieszkańców Pragi, w tym wielu emerytów, którzy całe życie mieszkali w tej dzielnicy. Nawet gdy miasto zapewni im lokale „w tej samej miejscowości”, może to oznaczać obrzeża miasta, gdzie „diabeł mówi dobranoc”.

    W skrócie, ta ustawa po prostu pomoże przeprowadzić ostatnią fazę wielkiej czystki społecznej naszych dzielnic, rugując z nich osoby biedne i zmarginalizowane. Eksmisja zmarginalizuje ich jeszcze bardziej.

    Na koniec, trzeba zwrócić uwagę na tą ładną bzdurę o „konsultacjach społecznych” z mieszkańcami. Pozór „konsultacji”, jest jedynie wentylem bezpieczeństwa, który ma pokazać, że wszystko jest w porządku i że politycy słuchają głosu mieszkańców. W rzeczywistości, słuchają ich tylko wtedy, gdy uwagi dotyczą spraw zupełnie trywialnych, a nie planów, od których zależy poziom życia całej społeczności. Natomiast, kiedy ktoś zwróci uwagę na jakiś poważny punkt, np., jak Art. 28 i 29 planowanej Ustawy o rewitalizacji, władze to zupełne ignorują. Tak stało się w przypadku tej Ustawy, gdzie organizacje lokatorskie wystąpiły PRZECIWKO tym zapisom. Nasza organizacja uważa tą sprawę za jedną z najbardziej istotnych dla lokatorów i dla przyszłości Pragi.

    Ponieważ rząd i tak chce robić, to co sobie zamierzył wbrew wszelkim głosom sprzeciwu, będziemy organizować protest i bardzo prosimy wszystkich lokatorów o jego wsparcie. Nie wolno siedzieć i milczeć bo to jest OSTATNI DZWONEK DLA LOKATORÓW starych budynków Pragi.

  • Dość gentryfikacji na Pradze!

    doscW dni 17 czerwca w Teatrze Powszechnym odbyła się konferencja „Pracownia miast”. Podczas konferencji zaprezentowane zostało m.in. podsumowanie programu tzw. „rewitalizacji” na lata 2014-2022. Komitet Obrony Praw Lokatorów był tam ze swoimi ulotkami. Poniżej treść ulotki.

    W ciągu ostatnich lat, proces gentryfikacji na Pradze przybierał na sile. Jego ofiarami stali się przede wszystkim ubodzy mieszkańcy, lokatorzy mieszkań komunalnych (lub zreprywatyzowanych mieszkań komunalnych). Właśnie ich tu dzisiaj brakuje. Nie pozwolimy jednak pomijać milczeniem faktu wysiedlania i łamania życia setkom, jeśli nie tysiącom, naszych sąsiadów.

    Jednym z pierwszych przykładów gentryfikacji – jeszcze pod koniec lat 90’tych – były następstwa pożaru w kamienicy przy ul. Floriańskiej. Lokatorzy zostali wysiedleni „na czas remontu” – jednak nigdy nie powrócili do swoich lokali. Zamiast tego, po remoncie w kamienicy powstały luksusowe mieszkania. Wtedy stało się jasne, że dla władz miasta inwestycja w mieszkalnictwo jest dobra wtedy, gdy przynosi zysk, a nie wtedy gdy spełnia konstytucyjny obowiązek zapewnienia mieszkańcom dachu nad głową. Od tego czasu wydarzyło się wiele podobnych historii. Wzdłuż ulicy Targowej nie brakuje przykładów kamienic, które zostały wysiedlone na czas remontów, a ich mieszkańcom nie pozwolono powrócić do zajmowanych przez nich wcześniej lokali.

    Obecnie słyszymy, że dzięki rewitalizacji mieszkańcy wreszcie otrzymają centralne ogrzewanie i toalety w mieszkaniach. Brak jednak wzmianki o tym, że zrewitalizowane zasoby zostaną wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przeznaczone dla bardziej zamożnych mieszkańców.

    Oczywiście nie jesteśmy przeciwni remontom. Pamiętamy jednak zbyt dobrze, że drastyczne podwyżki czynszów komunalnych wprowadzone 6 lat temu były uzasadniane koniecznością inwestycji na remonty i pamiętamy także, że tych remontów nie było. Mamy więc wszelkie podstawy, by nie ufać nowym zapewnieniom władz. Wiele pozwala sądzić, że mieszkańcy zostaną na zawsze wysiedleni. Ogólny kierunek polityki miasta nie pozostawia tu żadnych wątpliwości.

    Mimo iż miasto dysponuje setkami pustostanów, władze wciąż znajdują nowe powody by odmawiać najmu osobom starającym się o przydział lokali – tak jakby celem było wygaszenie mieszkalnictwa komunalnego i socjalnego, a nie zaspokajanie potrzeb mieszkańców i realizowanie ich praw. Obecny dziś pan burmistrz Kucharski od lat ignoruje problemy lokatorów budynków reprywatyzowanych i doskonali się tylko w jednym rzemiośle: skutecznym odmawianiu pomocy. Ciężko zliczyć lokatorów wpędzonych w pułapkę sztucznego zadłużenia przez bezprawnie naliczane czynsze „odszkodowawcze” (ktoś wpadł na genialny pomysł, by lokatorów których nie stać na czynsz karać jeszcze wyższym czynszem).

    O bezprawnej reprywatyzacji, o sfałszowanych testamentach, o władzach rozkładających bezradnie ręce i wylewających krokodyle łzy można by napisać całe tomy. Z pewnością trwająca grabież nieruchomości trafi do annałów najbardziej haniebnych zdarzeń w historii naszego miasta. A grabież ta nie mogłaby się dokonać bez przyzwolenia i parasola roztaczanego przez najwyższych urzędników z Ratusza. Zaplanowana przez władze stopniowa likwidacja mieszkalnictwa komunalnego ma za swoich sojuszników takich rekinów reprywatyzacji, jak Mossakowski i Stachura.

    Komitet Obrony Praw Lokatorów stanowczo sprzeciwia się gentryfikacji Pragi i próbom lukrowania krzywd wyrządzanych lokatorom. Zostali oni całkowicie wykluczeni i pozbawieni głosu. W takich warunkach tzw. „dialog” jest czystą pijarową fikcją.

    Błędem byłoby jednak sądzić, że jedynie lokatorzy komunalni są poszkodowani przez bezmyślną politykę władz miasta. Pan Olszewski wychwala projekt Portu Praskiego. Jednak nie będzie to przestrzeń o walorach rekreacyjnych dla mieszkańców, tylko kolejny przykład wspierania prywatnych inwestycji z publicznej kieszeni, z pominięciem interesów obywateli. Pan Michał Olszewski przyznał z rozbrajającą szczerością, że nie pomyślano o infrastrukturze, która będzie niezbędna dla nowych mieszkańców dzielnicy (przedszkola, łóżka szpitalne, sieć transportowa). Symbolem podejścia do mieszkańców był sposób w jaki urzędnicy „zapomnieli” o lokatorach mieszkających jeszcze w budynku przy ul. Sierakowskiego, gdy przekazywano go Elektrimowi.

    Port Praski i inne lansowane projekty gentryfikacyjne przyniosą korzyści nielicznym, powodując jednak wzrost czynszów dla wszystkich. Wkrótce pojawi się mnóstwo knajp, gdzie rodowitych Prażan nie będzie nawet stać na filiżankę kawy, a małe sklepy pozostaną tylko wspomnieniem. Ze wszystkiego, co czyniło Pragę wyjątkową, pozostanie tylko makieta. A turyści, zwabieni podkoloryzowanymi prospektami reklamowymi, będą się błąkać bez celu szukając atmosfery, której już nie ma.

  • Dwa wyroki śmierci – historia lokatorska z ul. Dąbrowskiego 18

    Ewa Andruszkiewicz, lokatorka eksmitowana z mieszkania przy ul. Dąbrowskiego 18 w Warszawie, od 2004 r. walczy ze znaną grupą odzyskiwaczy nieruchomości, Massalskim i Mossakowskim. Mimo iż dawno już nie mieszka w bezprawnie „wyczyszczonym” mieszkaniu, jej gehenna trwa nadal. Oto jej historia.

    [field name=iframe]

    Sama lokatorka tak opisuje swoją historię:

    „Eksmisja na bruk dla emeryta, a do tego komornicze zajęcie 1/3 emerytury z tytułu długów wygenerowanych przez oszustów oznacza dla starego człowieka wyrok śmierci. Bo jak tu żyć? Gdzie i za co? Dotknęło mnie to w 2010 r., ale udało mi się przeżyć, dzięki posiadaniu domku letniskowego, który przystosowałam do mieszkania przez cały rok.

    Byłam trudną lokatorką. Po pierwsze: dlatego, że płaciłam czynsz, jakiego życzył sobie (poprzez swoich licznych pełnomocników) spadkobierca kamienicy, Jerzy Sułowski. Po drugie: przystąpiłam do ruchu lokatorskiego i razem z Jolą Brzeską oraz Bożenną i Januszem Barankami, którzy mieli na salach sądowych tych samych przeciwników procesowych usiłowaliśmy dociec jak to się stało, że faceci, udający arystokratów i mecenasów, wtargnęli do naszego życia. Pisaliśmy skargi na nich do prokuratur, do ministerstw, do kolejnych premierów i prezydentów. Trochę utrudniliśmy im życie. Od mecenasa Krzysztofa Ćwieka i księcia Massalskiego kilka razy słyszałam, że jeszcze zobaczę, że pożałuję, że mnie załatwią, że wszystko wygrywają i wszystko mogą. I nie kłamali.

    W 2010 r. wytoczyli mi kolejny proces o odszkodowanie za bezumowne zajmowanie lokalu. Właściciel mieszkania, Jerzy Sułowski, nigdy nie rozwiązał ze mną umowy, ja z nim też nie, ale w pozwie zażądał ode mnie zapłaty 42 tys. zł. Umowę rozwiązał mój sąsiad, Piotr Porębski, któremu podobało się moje mieszkanie, ale nie mógł go kupić ze względów formalnych (brak udziałów w gruncie). Sąd uznał, że sąsiad, z którym żadnych umów nie miałam może rozwiązać cudzą umowę i zasądził na rzecz Jerzego Sułowskiego prawie 40 tys. zł wraz z odsetkami od 2008 r., kosztami procesowymi, w tym honorarium dla księcia mecenasa. W sumie u komornika mam w tej chwili ponad 100 tys. zł do zapłacenia, a ponieważ moja emerytura nie rokuje takich dochodów, więc pełnomocnicy zażądali wystawienia na licytację mojego małego domku. Czeka mnie druga eksmisja.”